wtorek, 25 grudnia 2012

Wpadka cz. 2



***
Dwa tygodnie później. Wracałam wraz z Hinatą ze szkoły przez park.
- Jak ona mogła mi wstawić pałe?! Ta… gnojówa.
-  Wszyscy dostali pałe, więc się nie martw.
- Ale ja napisałam wszystko dobrze. Wiem o tym.
- No dobrze, dobrze. – poczochrałam jej włosy.
- Sakura. – pokazałam jej język.
- Przepraszam. – przerwał nam męski głos. Spojrzałyśmy w tamtą strone i zamarłam.
- Tak? – zapytała Hinata.
- Gdzie jest kawiarnia „Płomyk” ? – obok niego stał Sasuke.
- Sasuke? – rzekłam.
- O, znasz tą dziewczynę? – zapytał jego kolega.
- Chyba… - odpowiedział.
- On jest ułomny, więc może ty mi powiesz skąd go znasz?
- Nie jestem ułomny. – warknął zły Sasuke.
- Poznaliśmy się na jednej z imprez. – odrzekłam.
- Twój kolega ją wykorzystał, a ona musi teraz za to płaci. – dopowiedziała Hinata.
- Teraz sobie ciebie przypomniałem. – powiedział Sasuke do mnie.
- I co nie wstyd ci? – zapytała Hinata.
- Nie.
- Dobra, może skończmy już tą konwersacje. – rzekł jego kolega. – Miło było was poznać. Do zobaczenia.
- Pa. – powiedziałam.
- Co za kretyn. – rzekła granatowłosa kiedy odeszli.
- Wiem. Chodźmy.
Naprawdę jak ja mogłam wyjść z nim z klubu. I czemu się nie odzywałam? Stałam tam jak głupia. Eh.
- Do jutra.– rzekła Hinata w miejscu, gdzie zawsze się rozdzielałyśmy. – I bądź grzeczna. – dodała w stronę mojego brzucha.
- Pa. – pocałowałam ją w policzek.
- A i dowiedz się wreszcie czy to chłopiec czy dziewczynka.
- No dobrze.
- Naprawdę? Tak się ciesze. – ucieszyła się Hinata. – Jak się dowiesz to napisz m esa. – uśmiechnęła się i poszła w swoim kierunku.
Sama byłam ciekawa kto jest w moim brzuchu. Wcześniej się bałam. Tak, wiem to głupie. Skierowałam się do domu, aby potem z mamą pójść do lekarza.
***
„Córeczka” pomyślałam, kiedy wyszłyśmy od lekarza.
- Mamo, słyszałaś mam córeczke. – mówiłam podekscytowana.
- Ciesze się, kochanie. – przytuliła mnie. – Chodźmy, bo tata zaraz wróci i się wkurzy jeżeli nie będzie miał na stole jedzenia.
- Dobrze. – poszłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu.
***
Przed chwilą powiedziałam Hinacie i reszcie dziewczyn, że mam córeczke, ucieszyły się ogromnie. Cieszę się, że mam je przy sobie.
***
- Saki, spójrz na tą bluzke. – pokazałam mi Ino różową bluzke z Hello Kitty.
- Śliczna. – uśmiechnęłam się.
- Chodź, odwiozę Cię.
- Umówiłaś się z Sai’em, prawda?
- Tak. – uśmiechnęła się promienie przypominając sobie o czarnowłosym.
- Idź, ja sobie jeszcze pooglądam jakieś ciuszki. – uśmiechnęłam się.
- Nie zostawię Cię samą.
- Idź i nie wkurzaj kobiety w ciąży. – zagroziłam.
- No dobrze, ale na pewno sobie poradzisz? – dopytywała się.
- Zaraz coś ci naprawdę zrobię.
- Dobra, dobra. Papa. – pocałowała mnie w policzek i wyszła ze sklepu. Westchnęłam i położyłam ręke na brzuchu, poczym zaczęłam dalej przeglądać ciuchy.
Po 20 minutach wyszłam ze sklepu i postanowiłam zjeść lody. Skierowałam się do lodziarni, która znajdowała się w centrum handlowym.  Zasiadłam na wolnym miejscu przy ścianie. Po chwili podszedł do mnie kelner.
- Co podać? – zapytał.
- Poproszę „Lodową niespodziankę w czekoladzie”.
- Już się robi, Sakuro. – spojrzałam na niego. Dziwiło mnie skąd zna moje imię. Przyglądałam się jego twarzy, próbując sobie przypomnieć kto to jest. To był ten kolega Sasuke z parku.
- Pracujesz tutaj? – zapytałam.
- Jak widać. – rzekł i odszedł. Rozejrzałam się po lokalu miejąc nadzieję, że nie ma tutaj Sasuke. Tym razem szczęście było po mojej stronie.
- Proszę, na mój koszt. – powiedział, kładąc na mój stół lody i siadając naprzeciwko mnie.
- Nie musisz. Sama zapłacę.
- To jest rekompensata za mojego brata.
- Brata?
- Tak, Sasuke jest moim bratem. – dopiero teraz zauważyłam podobieństwo między nimi.
- I myślisz, że lody zrekompensują to, że nosze jego dziecko, a on nawet się nim nie interesuje. – powiedziałam wściekła.
- Przepraszam. – powiedział.
- To ja przepraszam. – rzekłam po chwili, bo przecież to nie jego wina, że jego brat taki jest. –  I … z chęcią przyjme te lody. – uśmiechnęłam się, biorąc do ręki łyżeczke i zajadając się lodami.
- Smacznego. – uśmiechnął się i wstał wracając do swojej pracy.
Widać, że się różnią. I to bardzo. Kiedy już zjadłam lody, wzięłam torebke i wyszłam, wpadając przy tym na kogoś.
- Przepraszam. – wymamrotałam, łapiąc się za brzuch.
- Nie, to ja bardzo przepraszam. – powiedział jakiś męski głos. Podniosłam głowę do góry. Przede mną stał Sasuke. Kiedy skapnął się, że to ja zadrżał. – Bądź ostrożniejsza. – powiedział po chwili z uśmiechem i wszedł do lodziarni.
Czy mi się wydaje, czy on się zmienił? Nie, to nie może być prawda. Nikt tak się szybko nie zmienia.
- Wszystko w porządku? – zapytał jakiś mężczyzna.
- Tak, dziękuję. – odrzekłam z uśmiechem i skierowałam się do wyjścia z centrum.
Już 10 minut czekałam aż wreszcie przyjedzie jakaś taksówka. Byłam już z lekka wkurzona.
- Sakura? – spojrzałam na osobe, która wypowiedziała moje imię. Był to Itachi, a obok niego stał ojciec mojej córeczki.
- Tak? – spytałam z uśmiechem na ustach.
- Co tak stoisz na zimnie?
- Czekam, aż przyjedzie jakaś taksówka. – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Odwiózłbym Cię, ale musze coś jeszcze załatwić.
- Nic się nie stało. Naprawdę. Poczekam.
- Sasuke, może byś ją odwiózł? – skierował się do swojego brata.
- Nie trzeba. – wtrąciłam się. – O, patrzcie. Przyjechała. – wskazałam na taksówke, która stanęła niedaleko nas. – Pa. – uśmiechnęłam się i skierowałam w jej strone.
***
- Wróciłam! – krzyknęłam, zamykając drzwi frontowe.
- Sakura, chodź do kuchni! – odkrzyknęła moja mama. Kiedy się rozebrałam, weszłam do kuchni.
- Co chciałaś?
- Ktoś przysłał ci kwiaty. – pokazała na bukiet róż stojący na stole.
- Ciekawe kto by przysłał bukiet róż dziwce w ciąży. – skomentował tata. Puściłam to mimo uszu. Jak zawsze, żeby znów nie rozpoczęła się jakaś kłótnia.
- Sprawdź od kogo. – rozkazała mama.
- Dobrze, dobrze. – wzięłam do ręki liścik, który był przyczepiony do jednego z kwiatów. Otworzyłam i przeczytałam jego zawartość.
Przepraszam Cię za wszystko. Naprawdę. Chciałbym się spotkać, żebyśmy wszystko sobie wyjaśnili. Jutro w lodziarni mojego brata – wiesz gdzie to jest – o 15:00. Będę czekał.
                                                                                                                        - Sasuke”
Ciekawe co chce on wyjaśniać?! Wyjaśnił mi już wszystko w klubie! Debil … .
- Od kogo?
- Nieważne. – rzekłam i udałam się do swojego pokoju. Oczywiście biorąc ze sobą liścik, bo jak znam moją mamę przeczytałaby go.
***
Następnego dnia, dokładnie o 15:00 weszłam do lodziarni, szukając młodego bruneta. Poszłam tam tylko z ciekawości, co ma mi jeszcze do powiedzenia. Znalazłam go. Siedział przy stole, tam gdzie ja wczoraj. Westchnęłam i podeszłam do niego. Kiedy mnie zauważył wstał jak na dżentelmena wypadało, ale od dawna nie jest już dla mnie dżentelmenem.
- Hej. – powiedział uśmiechając się.
- Co chciałeś mi wyjaśnić? – spytałam siadając, po chwili i on zajął swoje miejsce.
- Chodzi o nasze dziecko.
- Myślałam, że nie chcesz mieć z nią nic wspólnego. – powiedziałam.
- Tak było na początku… Ale mój ojciec przed śmiercią powiedział, że mam znaleźć sobie dziewczynę i wreszcie przestał żyć tak jak teraz…
- I myślisz, że ja będę twoją dziewczyną? – przerwałam.
- Nie, jest jeszcze coś innego. Chciał, żebym był chociaż dla jednego dziecka prawdziwym ojcem. I Ty byłaś ostatnia, więc trafiło na ciebie i nasze dziecko.
Kiedy już skończył zaczęłam sobie układać w głowie to co powiedział. Chce być ojcem dla mojej… naszej córeczki? Westchnęłam.
- Masz prawo.
- Dziękuję. Obiecuję, że będę najlepszym ojcem dla niego.
- Dla niej. – poprawiłam go. – I nie obiecuj czegoś czego nie jesteś pewien.
- Będę. – powiedział z poważną miną. – Jak ma na imię?
- Jeszcze nie wymyśliłam. – uśmiechnął się.
***
Sasuke postanowił mnie odwieźć, więc teraz siedziałam w jego samochodzie. Mijaliśmy mieszkańców Tokio.
- To tu? – pokazał palcem na mój dom.
- Tak, dziękuję.
- To ja dziękuję. – uśmiechnął się. Odwzajemniłam go i wysiadłam z samochodu, żegnając się.
- Cześć. – powiedział, kiedy zamykałam drzwi. Stał na podjedzie dopóki nie weszłam do przedpokoju. Uśmiechnęłam się do siebie samowolnie.
- Kto to był?! – przestraszył mnie tata, który stał za mną.
- Kolega. – nie skłamałam, po prostu nie powiedziałam mu wszystkiego.
- Ta, jasne. Pewnie Ci zapłacił za …
- Przestań! – przerwałam mu.
- Nie przerywaj mi, dziwko! – podniósł palec w stronę mojej twarzy.
- A ty się w końcu zamknij! – nie wytrzymałam. Chciałam mu powiedzieć co o nim myśle, ale uderzył … uderzył mnie w policzek. Odruchowo złapałam się za piekący policzek. – Skurwiel! – nie wierze, że to wykrzyknęłam.
- Wynocha! – otworzył drzwi i popchnął mnie na zewnątrz. – I nie wracaj tu nigdy więcej! – zamknął drzwi.
- A moje ciuchy?!
- Są za moje pieniądze! – krzyknął zza drzwi. Odwróciłam się i poczłapałam tam gdzie zawsze, czyli do Hinaty. Już któryś raz pukam do drzwi mając nadzieję, że jednak nie usłyszeli wcześniejsze pukanie. Na co ja licze? Przecież nie mają zapalonego światła, a jest dopiero 19, więc na pewno nie śpią.
- Gdzie ja teraz pójde? – szepnęłam. Na pewno nie wróce do domu. Zaczęłam kierować się w strone sobie nie znaną. Naciągnęłam bardziej czapke i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Co ty tutaj robisz? – znowu się przestraszyłam i odskoczyłam od jezdni. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam Sasuke, jadącego powoli samochodem.
- Idę. – odpowiedziałam.
- A mogę wiedzieć gdzie?
- Nie mam pojęcia. – i z niewiadomych mi przyczyn rozpłakałam się.
- Czemu płaczesz? – zapytał spanikowany Sasuke.
- Nie wiem.
- Czy to się wiąże z tym gdzie idziesz? – stanęłam i złapałam się za twarz. – Sakura? Sakura? – nie odpowiadałam. Usłyszałam zamykane drzwi od samochodu, a potem poczułam, że ktoś mnie przytula. Sasuke? Sasuke mnie przytula? – Ciii. – otworzyłam oczy. Tak, Sasuke mnie przytulał i do tego pocieszał.
- Sasuke? – wyszeptałam.
- Chodź do samochodu. Jest tam cieplej. – powiedział i złapał mnie za dłoń i zaczął ciągnąc w stronę drzwi pasażera. Otworzył je i pomógł mi wejść. Poczym je zamknął, a sam przebiegł do drzwi kierowcy.
- Opowiesz mi co się stało? – zapytał kiedy usiadł. Kiwnęłam głową i opowiedziałam mu wszystko to co się stało kiedy pojechał. – Przykro mi. – szepnął ze smutkiem. – Masz gdzie spać? – zapytał również szeptem.
- Nie. – spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Kto to był? Gdzie podział się ten Sasuke, który drwił ze mnie w klubie.
- Może chcesz się zatrzymać u mnie? – otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to zaproponował.
- Nie, dziękuję.
- Proszę, chce ci w ten sposób podziękować, że zgodziłaś się, żebym był prawdziwym ojcem dla naszej córki. – kiwnęłam głową na „nie”.
- Proszę. – znowu kiwnęłam.
- Proszę.
- Nie.
- Proszę, proszę, proszę.
- No dobrze.
- Nie trzeba cię długo prosić. – uśmiechnął się i zapalił silnik.
***
Po paru minutach dotarliśmy na miejsce. Sasuke otworzył drzwi i podał mi dłoń, by mi pomóc. Chętnie skorzystałam z jego pomocy. Zamknął drzwi i skierowaliśmy się do jednego z wieżowców. Kiedy byliśmy już pod klatką wyciągnął klucze z kieszeni i otworzył nimi drzwi. Weszliśmy znów do ciepła. Sasuke nacisnął na guzik, aby winda przyjechała. Kiedy przyjechała puścił mnie przodem, a potem nacisnął guzik z numerem 5. Czyli, że mieszka na piątym piętrze? Nieźle.
- Jak się czujesz? – zapytał.
- Cóż, nawet dobrze. – uśmiechnęłam się i w tym samym momencie otworzyły się drzwi.
- Proszę. – przepuścił mnie znowu przodem.
- A teraz gdzie?
- W prawo i drugie po lewej.
- Te? – pokazałam palcem.
- Tak. – kluczami, które cały czas trzymał w ręcach otworzył drzwi. Tym razem wszedł pierwszy i zapalił światło. Weszłam za nim i zamknęłam drzwi. Rozejrzałam się było bardzo przytulnie. Bynajmniej tak się na razie wydaje.
- Chcesz coś do zjedzenia? – zapytał, idąc chyba do kuchni.
- Tak. – powiedziałam i podążyłam za nim. Miałam rację szedł do kuchni.
- Kanapki? – kiwnęłam głową tym razem na „tak”. – Siadaj. – pokazał na stół wokół którego były cztery krzesła. Usiadłam. Po jakiś 5 minutach ciszy, postanowił pod moim nosem pare kanapek.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się. Sasuke zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Smacznego. – rzekł i zabrał się do jedzenia.
- Smacznego. – odrzekłam i również zabrałam się do jedzenia.
Po skończonym posiłku pomogłam Sasuke pozmywać naczynia.
- Zaraz wracam. – rzekł i zniknął w głębi domu. Zmęczona usiadłam na krześle i czekałam, aż czarnowłosy wróci. – Masz. – rzucił we mnie czymś.
- Co to? – zapytałam, biorąc do ręki ową rzecz. Okazała się to być czarna bluzka.
- Bluzka, żebyś miała w czym spac. – racja. Przecież nie mam żadnych ciuchów.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się. – Gdzie jest łazienka?
- Obok pokoju.
- Okej. – powiedziałam i wstałam, łapiąc się za brzuch. Skierowałam się tak jak wcześniej Sasuke w głąb. Kiedy znalazłam pokój skierowałam się do łazienki. Kiedy do niego weszłam wykonałam wszystkie czynności, by potem móc założyć na siebie bluzke od bruneta. Była krótka, bo nie zakrywała mi nawet dupy, ale co się dziwić to przez mój brzuch. Pachniała jakimiś męskimi perfumami. Pewnie Sasuke. Wyszłam z niej i skierowałam się z powrotem do kuchni. Kiedy weszłam czarne tęczówki przypatrywały mi się.
- Trochę krótka.
- Racja.
- To teraz ja ide skorzystać z łazienki. – powiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam. Nie czekałam na niego zbyt długo. Może jakieś 2 minuty.
- Idziemy spać? – zapytał, spoglądając na zegarek. Spojrzałam na niego. Wskazywał 23:30. W ogóle nie czułam się zmęczona.
- Tak. – odpowiedziałam, kiedy powtórzył pytanie.
- Śpisz tutaj. – pokazał na łóżko w swoim pokoju. – A ja na kanapie w salonie.
- Okej.
- Dobranoc. – uśmiechnął się i poszedł do salonu.
- Dobranoc.
Przez następne dni, tygodnie zbliżyliśmy się do siebie i to bardzo. Staliśmy się przyjaciółmi. Ufaliśmy sobie i mówiliśmy sobie o wszystkim. Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień narodzin naszej córeczki – Ayumi.
- Z czym chcesz naleśniki? – zapytał Sasuke, smażąc na patelni ciasto.
- Z dżemem. – odpowiedziałam.
- Już się robi.
- Sasuke… - zaczęłam po chwili.
- Co jest? – zapytał nie odwracając wzroku od patelni.
- Odeszły mi wody. – poinformowałam go. – Ja rodzę. – powiedziałam głośniej. Spojrzał na mnie, poczym wyłączył kuchenke, a patelnie odłożył do zlewu.
- Poczekaj, pójde po torbe. – powiedział szybko i zniknął w głębi domu. – Chodź. – wziął mnie pod pache i pomógł wyjść z domu, a potem z bloku. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę szpitala.
- Zaraz będziemy. – powiedział, przyśpieszając. Jeknęłam z bólu. Zamknęłam oczy i starałam się nie myślec o bólu. – Ktoś może nam pomóc?! Ona rodzi! – krzyknął Sasuke. Otworzyłam szybko oczy i zobaczyłam, że jesteśmy już pod szpitalem, a Sasuke prosi o coś chyba pielęgniarza. – Chodź, kochanie. – powiedział i pomógł mi wysiąść.
- Niech pani się położy. – powiedział jeden z pielęgniarzy, pokazując na łóżko. Zrobiłam to co kazał.
- Ała! – jęknęłam. Ktoś złapał mnie za dłoń. Spojrzałam tam. Był to Sasuke. Uśmiechnęłam się blado, a po chwili znów jeknęłam.
Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Zemdlałam.
- Proszę pani! Proszę pani!
- Sakura obudź się. – otworzyłam oczy.
- Niech pani robi to co każe. – powiedział jakiś męski głos. Skinęłam lekko głową. – Niech pani pcha. – zrobiłam to. – Mocniej. – „Mocniej już nie mogę” pomyślałam.
Po kliku minutach pchania usłyszałam płacz dziecka.
- Udało się. – powiedział ten sam głos, który kazał mi pchać.
- Nareszcie. – szepnęłam i znowu zemdlałam.
Otworzyłam oczy i światło mnie poraziło. Zamrugałam kilka razy, aby się przyzwyczaić.
- Obudziłaś się. – powiedział mi tak dobrze znany głos.
- Sasuke. – uśmiechnęłam się. – A co z Ayumi?
- Jest zdrowa i taka śliczna jak jej mamusia.
- I pewnie jak jej tatuś. – ścisnęłam jego dłoń. – Kiedy będę mogła ją zobaczyć?
- Nawet teraz. – powiedział, wstając. I podszedł do łóżeczka. Wyciągnął z niego pewnie Ayumi. Wrócił do mnie i dał mi ją na ręce. Wzięłam ją, ale uważając, żeby jej czegoś nie zrobić. Przyjrzałam się jej. Miała czarne włosy tak jak Sasuke i zielone oczy tak jak ja. Rysy odziedziczyła ode mnie.
- Prześliczna. – skomentowałam.
- Wiem. – powiedział i znienacka pocałował mnie czule w usta. – Kocham cię.
- Ja ciebie też. – uśmiechnęłam się.

****************************************************************************
Przepraszam za jakiekolwiek błędy i za to, że to wszystko się tak szybko dzieje, ale no cóż już bardzo długo pisze tą jednopartówkę, więc chciałam już ją skończyc. 
Pozdrawiam. <3

Wpadka cz. 1



Tokio. Wakacje letnie. Wszyscy wylegowują się na plaży, ale pewna dziewczyna szukała czegoś w klubie. Miała ona długie różowe włosy i zielone oczy. Sakura Haruno- tak miała na imię ta dziewczyna.
***
Gdzie to jest? Przeszukałam cały klub i nic. Fajny początek wakacji. Matka mnie zabije, a tata zakopie. Westchnęłam i usiadłam na środku parkietu. Myślałam o wczorajszym wieczorze i gdzie mogłam go zgubić. Usłyszałam chrząknięcie i odwróciłam się w stronę osoby, która wydała ten odgłos. Stał tam mężczyzna o  niezłej posturze. Miał on czarne włosy i takiego samego koloru oczy
-Co tu robisz?- spytał. 
- Szukam telefonu.
-A kiedy go zgubiłaś?
-Wczoraj na imprezie.- powiedziałam i wstałam z podłogi
-Czy to ten?- pokazał na moją własność.
-Tak.- wzięła go od niego- Dziękuję.
-Spoko.
-To ja już pójdę. Pa.
-Cześć.
Wyszłam i powędrowałam do domku w którym mieszkam na czas wakacji. Ten domek jest mojej cioci, a że wyjechała w podróż poślubną. Dała mi klucze i pozwoliła zamieszkać z przyjaciółkami, a mianowicie czterema, a ja jestem piąta. Na szczęście każda ma swój pokój. Weszłam do domku i usłyszałam jak Temari i Ino się kłócą. Znowu. Weszłam do pokoju w którym się kłóciła, a mianowicie salonu.
-Oddaj mi ten pilot.- krzyczała Temari
-Nie. Oglądamy film.- krzyknęła Ino i każda z nich próbowała go sobie odebrać. Zobaczyła Tenten która im dopingowała i Hinatę, która miała już tego wszystkiego dość.
-Dość!- krzyknęłam, ale tylko Hinata zwróciła na mnie uwagę.  Kiwnęłam do niej głową, a ona zrobiła to samo. Ja wzięłam Temari pod pachy i próbowałam odciągnąć, a Hinata próbowała to samo zrobić z Ino. Tenten stanęła pomiędzy nimi na wypadek gdyby któraś się uwolniła. Udało nam się i kazałyśmy się przeprosić, ale i tak wiemy, że jeszcze dzisiaj rozpęta się kolejna kłótnia.
Zaczęłyśmy  oglądać film w TV, który był strasznie nudny, więc postanowiłyśmy pójść na plażę. Poszłyśmy do swoich pokoi, aby się przygotować.
Założyłam na siebie różowy kostium dwuczęściowy i na to białą sukienkę do ud bez ramiączek. Do torby włożyłam ręcznik, krem do opalania itd. Na głowę założyłam okulary przeciwsłoneczne. Wzięłam torbę i zeszłam. Na dole czekały na mnie już dziewczyny.
- Idziemy? – zapytała HInata.
- Tak. – powiedziałam i z uśmiechami wyszłyśmy z domu.
Prawie cały dzień poświęciłyśmy na plaży, bawiąc się jak małe dzieci, bo przecież każdy ma prawo raz na jakiś czas znów stać się dzieckiem.
Wróciłyśmy do domu z uśmiechami na twarzy i z planem pójścia do tego samego klubu co wczoraj. Tym razem postaram się go nie zgubić.
O dziewiętnastej siedziałyśmy w salonie i robiłyśmy się na bóstwo. Pare minut przed dwudziestą skończyłyśmy. Wyglądałam całkiem ślicznie. Miałam na sobie tak zwaną małą czarną.
Po paru minutowej przejażdżce samochodem, dotarłyśmy na miejsce. Weszłyśmy do budynku z którego było słychać głośną muzykę. Od razu usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy sobie po drinku. Po chwili miałyśmy już szklanki z alkoholem w dłoniach.
-Patrzcie jaki przystojniak.- powiedziała Ino i pokazała na chłopka o brązowych włosach niebieskich oczach, który siedzi z kumplami przy stole i patrzy się na Ino. Po chwili blondynka do niego dołączyła.
-Chodźmy też wyrwać jakieś ciacha. – rzekła Temari z uśmiechem i pociągnęła mnie za sobą na parkiet. Zaczęłyśmy wszystkie tańczyć w rytm muzyki, a że każda z nas ma piękne ciało to chłopacy do nas dołańczali.  Po jakimś czasie zmęczona, usiadłam przy barze i zaczęłam pic drinka.
- To znowu Ty? – zapytała ktoś zza baru. Odwróciłam się w tamtą stronę i po chwili ujrzałam parę czarnych tęczówek wpatrywających się we mnie.- Coś jeszcze? – zapytał i położył dłonie na ladzie.
- A co mi polecisz? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Siebie. – uśmiechnął się chytrze. Szczerze, to nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.
- Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Sasuke – podał mi dłoń, którą uścisnęłam.
-Sakura.
- To co? – ponownie uśmiechną się chytrze.
- Poproszę to co wcześniej. – podałam mu szklankę, ukazując swoje usta w uśmiechu. Po chwili odzyskałam szklankę która była napełniona alkoholem.
- Dziękuję. – wzięłam łyk napoju z procentami.
- Znowu zgubisz telefon? – zapytał mając ciągle na twarzy tak zwanego ‘banana’.
- Nie.
- Szkoda. Miałbym pretekst, aby się do ciebie wybrać.
- Zawsze tak podrywasz klientki? – zapytałam, biorąc do ust kolejnego łyka napoju.
- Tylko jeżeli są takie śliczne ja Ty. – zaśmiałam się lekko i dopiłam swojego drinka.
- Może postawić ci drinka?
- Chętnie. – powiedziałam i po chwili miałam już w ręce kolejnego drinka. Wypiłam go za jednym razem.
- Nieźle. – rzekł, natomiast ja uśmiechnęłam się zalotnie. – Idziemy się przejść? – zapytał.
- Tak. – odpowiedziałam z uśmiechem, a po chwili nie było już nas w klubie.
***
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Podniosłam się i oparłam prawą ręką o łóżko. Okazało się, że nie jestem w swoim pokoju. „Gdzie ja jestem?” zapytałam się w myślach. Spojrzałam na siebie. Byłam naga. Zakryłam się bardziej kołdrą. „Kurwa, gdzie ja jestem?” zapytałam ponownie w myślach. „ Spokojnie Sakura. Myśl, myśl.” Złapałam się za głowę. Siedziałam tak chyba 5 minut jeżeli nie dłużej. Postanowiłam, że rozejrzę się. Wstałam z łóżka, dotykając swoimi bosymi stopami zimnej podłogi i powędrowałam w stronę drzwi, trzymając kołdrę, aby mi nie spadła. Kiedy otworzyłam drzwi znalazłam się przy schodach. Zeszłam po nich powoli. Następnie rozejrzałam się. Zauważyłam kogoś w kuchni, więc skierowałam się w tamtą stronę. Stał tam ten sam chłopak który znalazł mój telefon i to pewnie z nim przeżyłam dzisiejszą noc. Wpatrywałam się w niego nie wiedząc co powiedzieć.
- Hej. – rzekłam po długiej chwili, walcząc ze sobą w myślach. Spojrzał na mnie.
- Już wstałaś? – zapytał.
- Tak. – patrzał na mnie cały czas tymi swoimi czarnymi oczami. Przypomniało mi się, że stoję przed nim w kołdrze. Zarumieniłam się cała.
- Mogę skorzystać z łazienki?
- Tak, tak. Chodź pokarze Ci gdzie ona jest. – skierował się w stronę schodów by potem wspiąć się po nich na samą górę. Drzwi od łazienki były 2 od lewej. – Masz tam wszystko co jest potrzebne. – rzekł kiedy weszłam do pomieszczenia. – Jak skończysz to zejdź na dół. – dodał i wyszedł. Zamknęłam drzwi na klucz, a potem zdjęłam z siebie kołdrę. Weszłam pod prysznic. Włączyłam wodę, a po chwili zaczęła lecieć przyjemnie ciepła woda. Kiedy już się umyłam, wyszłam z pod prysznica i owinęłam się białym ręcznikiem wokół swego ciała. Podeszłam do lustra i wewnętrzną częścią dłonią przejechałam po lustrze, gdyż było ono zaparowane. Kiedy skończyłam, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i przeczesałam dłonią swoje różowe włosy. Chciałam już zacząć już się przebierać, ale nie miałam przy sobie swoich ciuchów. Otworzyłam drzwi i poszłam do pokoju w którym obudziłam się tego dnia. Przebrałam się w swoje wczorajsze ciuchy i udałam się do pomieszczenia gdzie czeka na mnie już czarno włosy chłopak. Kiedy weszłam do moich nozdrzy doleciał zapach naleśników. Usiadłam przy stole naprzeciwko Sasuke.
- Smacznego. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Nawzajem. – rzekłam i zaczęłam konsumować to co przygotował czarnooki. – Dziękuję za posiłek. – powiedziałam kiedy skończyłam. – Mam z lekka nietypowe pytanie.
- Wal. – powiedział z uśmiechem.
- Czy w nocy między nami do czegoś zaszło?
- Tak i było wspaniale. – zarumieniłam się.
- Musze iść, pa. – wyszłam jak najszybciej z jego domu i skierowałam się do mojego domku.
Nie mogłam w to uwierzyć. Straciłam dziewictwo z chłopakiem którego praktycznie nie znam. Westchnęłam i przyspieszyłam kroku.

Minęły już 2 tygodnie od tamtego zdarzenia. Teraz wracam do mojego domu. Nie powiedziałam o tym co się zdarzyło moim przyjaciółką.  Czemu? Sama nie jestem pewna. Ale przez te dwa tygodnie nie poszłyśmy do klubu w którym on pracuję.

Siedziałam wraz z moimi przyjaciółkami w moim pokoju i odrabiałyśmy lekcję.
- Sakura, na pewno nic Ci nie jest? – spytała Hinata.
- Na pewno. – skłamałam. Miałam gorączkę, ale nie chciałam, żeby zrobiły jakąś aferę tak jak zawsze.
- Daj sprawdzę czy masz gorączkę. – rzekła Ino i podeszła do mnie.
- Nie musisz. – odsunęłam się, ale Ino nie dała tak łatwo za wygraną.
- Masz gorączkę! – krzyknęła Ino kiedy dotknęła mojego czoła.
- Widziałam, że coś Ci jest. – rzekła Hinata i założyła ręce na piersiach.
- Teraz się Tobą zajmiemy. – powiedziała z uśmiechem Temari.
- Nie. – powiedziałam szybko.
- O tak. – Temari podeszła bliżej.
- Nie.
- Tak i koniec dyskusji! – krzyknęła Temari. – Siadaj. – pokazała na łóżko, a ja jak posłuszny psiak usiadłam.
- Naprawdę nic mi nie jest. – powiedziałam mając nadzieję, że mi uwierzą.
- A mi tu jedzie czołg. – wtrąciła się Tenten, pokazując palcem na swoje oko.
- No dobra. – westchnęłam.

Przez cały tydzień się mną opiekowały, ale gorączka wciąż nie schodziła i do tego wszystkiego doszły jeszcze wymioty.


- Kurde. Co Ci jest? – zapytała Hinata.
- Nie mam pojęcia. – rzekłam.
- Mam dziwne pytanie. – powiedziała nagle Ino, patrząc na mnie.
- Jakie?
- Spóźnia Ci się okres? – nie spodziewałam się takiego pytania. Reszta dziewczyn również. – Więc? – zapytała kiedy nie odpowiadałam.
- Może z jakiś tydzień.
- Ha! Jesteś w ciąży! – krzyknęła Ino.
- Ciszej! Chcesz, żeby moja mama usłyszała?
- Sory.
- Ale jak ona może być w ciąży skoro z nikim tego nie robiła? – zapytała Tenten, a wszystkie spojrzały na mnie. Przełknęłam głośno śline.
- Z kim? – zapytała Hinata.
- Z takim jednym. – powiedziałam.
- A dokładniej? – zapytała Temari.
- Miał na imię Sasuke.
- Ładne imię. – powiedziała Ino.
- I też ładny chłopak. – uśmiechnęłam się.
- Teraz trzeba pójść do lekarza. – rzekła Hinata.
- Po co? – zapytałam.
- Żeby sprawdzić czy naprawdę jesteś w ciąży. – odpowiedziała.
- Okej.

Minęły dwa dni, a już siedziałam u lekarza który nakładał mi jakąś dziwną maść na brzuch. Na szczęście dziewczyny były ze mną.
- Gratulację. Jest pani w ciąży. – naprawdę jestem w ciąży.
- Który miesiąc? – zapytała Ino.
- Drugi. – powiedział lekarz i się uśmiechnął.

- Pójdę już do domu. – powiedziałam kiedy wyszłyśmy z budynku.
- Do jutra. – rzekła Hinata.
Kiedy wróciłam do domu od razu rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać w poduszkę. Jak ja to wszystko powiem moim rodzicom?!

- Sakura, kolacja na stole. – rzekła moja mama, wchodząc do pokoju bez pukania. – Sakura? Co się stało? – podeszła do mnie i usiadła na łóżku.
- Je… stem g…łu…pia. – rzekłam łkając w poduszkę.
- Nie jesteś głupia. – powiedziała miłym głosem, głaszcząc mnie po głowie. Usiadłam i spojrzałam na nią.
- Jestem. Zrobiłam coś czego nie powinnam i teraz za to zapłacę. – powiedziałam szybko.
- Co takiego zrobiłaś? Mi możesz powiedzieć.
- Jestem w ciąży.
- Co?! Z kim?! – krzyknęła, wstając.
- Z chłopakiem.
-Nie wychowałam Cię tak! – krzyknęła i uderzyła mnie z liścia w policzek. Złapałam się za bolące miejsce i spojrzałam na nią. Stała i płakała.
- Masz szesnaście lat.
- Wiem. To był błąd. – również płakałam. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.

Kiedy ochłonęłyśmy zapytała się mnie:
- Wiesz kim jest ojciec dziecka?
- Wiem.
- Wie o tym? – kiwnęłam przecząco głową.
- Nie widziałam się z nim od wakacji. – dodałam.
- Rozumiem, ale wiesz, że musisz mu powiedzieć?
- Wiem, ale najbardziej boję się reakcji taty.
- Porozmawiam z nim.
- Dzięki.

Pod wieczór moja mama porozmawiała z tatą. Nie był zadowolony z tej wieści. Pokłócili się o to.
- To prawda? – zapytała mój starszy brat – Sasori – wchodząc do mojego pokoju.
- Ale co?
- To, że jesteś w ciąży.
- Prawda.
- Możesz na mnie liczyć. – powiedział z uśmiechem.
- Dzięki.
Wyszedł zostawiając mnie samą. To przeze mnie rodzice się kłócą. Po co wyszłam z klubu z Sasuke? Może by się wszystko inaczej skończyło.
- Sakura! – krzyknął mój ojciec, wchodząc do mojego pokoju.
- Słucham? – bałam się co może zaraz powiedzieć.
- Zaakceptuję to dziecko, ale masz jutro pojechać do tatusia tego dzieciaka i mu o wszystkim powiedzieć.
- Dobrze. – powiedziałam, chociaż nie chciałam tego mu teraz powiedzieć, ale bałam się taty.

Następnego dnia tak jak obiecałam tacie jechałam do Sasuke. Nie miałam pojęcia jak mu to powiedzieć.

Po godzinie jechania pociągiem dotarłam na miejsce. Zdenerwowana wysiadłam i skierowałam się w strone wyjścia. Kiedy wyszłam usłyszałam dzwoniący mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Była to Hinata. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon sobie do ucha.
- Tak? – rzekłam.
- Sakura, czemu Cię nie ma w szkole? Ma to coś związek z Twoim ojcem? – moje przyjaciółki wiedziały jaki jest mój ojciec.
- Nie ma to związku z moim ojcem. No może trochę. Kazał mi pojechać do Sasuke i powiedzieć mu, że jestem w ciąży.
- Rozumiem. W takim razie będziemy trzymały kciuki za Ciebie.
- Dzięki.
Rozłączyła się. Schowałam komórkę do torebki i przyśpieszyłam kroku kierując się do klubu.

Po pięciu minutach byłam na miejscu. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Halo! Jest tu kto?! – krzyknęłam, rozglądając się.
- Ja. – wyszedł zza lady chłopak o blond włosach i niebieskich oczach.
- Hej. Szukam Sasuke.
- Hej. A co od niego chcesz? – zapytał z uśmiechem.
- Muszę mu coś ważnego powiedzieć.
- Powiedz mi, a ja mu to przekaże.
- Chce mu to osobiście powiedzieć. – zaczął mi się w dziwny sposób przyglądać.
- Jesteś od Giriego?
- Nie.
- Jasne. Pewnie masz omotać Sasuke, aby przegrał zakład.
- Nie. Po prostu chce mu coś powiedzieć.
- Nie wierzę Ci. – westchnęłam. – O, Sasuke. – powiedział blondyn, patrząc się na kogoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam tam czarnowłosego.
- Siema. Kto to? – zapytał Sasuke.
- Twierdzi, że musi Ci coś powiedzieć.
- No to mów. – powiedział do mnie. Spojrzałam na blondyna, ale chyba nie zrozumiał o co mi chodzi.
- Możemy na osobności? – zapytałam.
- Nie mam nic przed nim do ukrycia. – rzekł i założył ręce na piersi.
- Wtedy wydawałeś się milszy. – skomentowałam.
- Kiedy Cię podrywałem?
- Tak.
- Już Cię kojarzę. Rakara?
- Sakura. – poprawiłam go.
- A więc czego chcesz?
- Powiedzieć Ci, że zostałeś ojcem.
- Nic nowego. Naruto, która to już laska?
- Chyba 7. – rzekł blondyn.
- Nie masz na co liczyc.
- Myślisz, że ja coś od Ciebie chce? Chciałam Ci tylko powiedzieć, że noszę Twoje dziecko i tyle. Nara. – powiedziałam i wyszłam.

*Sasuke*
- To jedyna dziewczyna która tak powiedziała. – rzekł blondyn.
- Masz rację.
*Sakura*
Kiedy wróciłam do domu powiedziałam mojemu tacie, że ojciec dziecka nic sobie z tego nie robi, że jestem w ciąży.
- Widzisz jakiego sobie chłopaczka znalazłaś?! – krzyknął. – Idź do swojego pokoju! – wyszłam z salonu i usłyszałam: - Dziwka. – puściłam to mimo uszu i zaczęłam wchodzić po schodach.
Kiedy znalazłam się w pokoju, położyłam się na łóżku. „Jak ja mogłam być taka głupia” pomyślałam.
***
Jestem już w siódmym miesiącu. Brzuch mam taki wypukły, że aż szkoda gadać. A z Sasuke w ogóle nie rozmawiałam, a mój ojciec wciąż jest taki sam.
- Śniadanie! – krzyknęłam moja mama. Dzisiaj jest sobota, więc jemy wszyscy razem śniadanie, a co do szkoły to wciąż do niej chodzę i jestem na pierwszym miejscu szkolnych plotek.
- Dzień dobry. – przywitałam się z rodziną. Wszyscy odpowiedzieli oprócz taty. Cały czas tak jest, więc się przyzwyczaiłam.
- O, dziwka przyszła. – rzekł kiedy usiadłam.
- Nie jestem dziwką. – szepnęłam, nie chcąc, aby się wkurzył, ale chyba usłyszał, bo spojrzał na mnie i zaczął powtarzać to słowo.
-  Dziwka, dziwka, dziwka, szmata…
- Zamknij się! – krzyknęłam.
- Jak ty się odzywasz?!
- A jak ty?!
- Nie wymądrzaj się tak!
- Mam cię dosyc! – wstałam. – Nie jesteś już moim ojcem. – wyszłam i skierowałam się do frontowych drzwi. Ubrałam się ciepło, gdyż na dworze jest śnieg i wyszłam. Szłam w stronę domu jednej z moich przyjaciółek – Hinaty.
Zapukałam. Drzwi otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry, jest Hinata.
- Dzień dobry, wejdź. – otworzyła szerzej drzwi i pomogła mi zdjąc kurtke.
- Idź do salonu. – jak powiedziała tak zrobiłam. Kiedy się już tam znalazłam zobaczyłam szczęśliwą rodzine Hinaty. Zazdrościłam im tego.
- Dzień dobry. – przywitałam się.
- Sakurcia! – krzyknęła uradowana Hinata. – Usiądź. – pokazała na fotel.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się.
- Znowu kłótnia z ojcem? – zapytała pani Hyuga.
- Tak. – często do nich przychodziłam po kłótni z ojcem, nie mając się gdzie podziać. – Ale dzisiaj chyba mnie wywali z domu.
- Czemu? – zapytała z troską Hinata.
- Bo powiedziałam, że nie jest już moim ojcem.
- Dobra, nie myśl już o tym. Nie możesz się wkurzać, bo źle to zrobi twojemu dziecku. – uśmiechnęła się. – Chodź, zrobimy babski dzień w moim pokoju. – pociągnęła mnie na góre.
Zadzwoniłyśmy do przyjaciółek i po pół godziny siedziałyśmy już wszystkie śmiejąc się z głupich rzeczy.
- Musze już wracać. – powiedziałam, patrząc na przyjaciółki.
- Nie możesz jeszcze zostać? – zapytała Ino.
- Niestety nie. Do zobaczenia. – pożegnałam się z każdą buziakiem w policzek i wyszłam.
***
Kolejne dni minęły mi bardzo podobnie. Byłam w szkole, kłótnia z ojcem i rozmowa z przyjaciółkami.