sobota, 16 listopada 2013

(Nie)Boję się.

Zima. Późny wieczór. Prawie każdy już siedzi w ciepłym domu odpoczywając po ciężkim dniu. Jednak nie jedna dziewczyna, która szła w nieznaną sobie stronę. Chciała być po prostu jak najdalej od Niego. Bił ją za byle błahostkę. Tym kimś był jej chłopak - Sai. Usiadła na jednej z pobliskich ławek i wytarła ręką łzy, które spływały po jej twarzy. Miała na imię Sakura Haruno. Włosy były koloru różowego, a oczy zielonego. Miała 21 lat.

Weszła po cichu do mieszkania, które mieściło się w bloku niedaleko centrum. Odłożyła klucze na szafkę. Nie włączała światła, ponieważ  nie chciała Go obudzić. Zdjęła płaszcz oraz buty i odłożyła je na swoje miejsce. Po cichu weszła do pokoju i położyła się obok niego.

Czemu nie ucieka? Ponieważ, gdy pomyśli o ucieczce przed jej oczami stoi obraz w którym próbowała uciec, ale on ją znalazł i wylądowała w szpitalu. A czemu nie pójdzie na policję? Ponieważ boi się, że skończy gorzej niż ostatnio.

Ranek. Obudziły ją promienie słońca. Przetarła oczy i powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Ziewając wyszła z łóżka i podążyła w stronę kuchni. Była strasznie głodna.
- Dzień dobry. - powiedziała kiedy zauważyła Sai'a przy stole jedzącego śniadanie.
- Gdzie byłaś wczoraj wieczorem? - zapytał, kiedy podeszła do lodówki. Przestraszyła się kiedy zaczął ten temat.
- Potrzebowałam świeżego powietrza. - powiedziała biorąc do ręki mleko.
- Masz nie wychodzić bez mojego pozwolenia. - usłyszała trzask. Podskoczyła ze strachu.
- D-dobrze.
- Wychodzę. A Ty masz cały czas siedzieć w domu. - kiedy usłyszała zamykane drzwi frontowe upadła na podłogę i zaczęła płakać.

Boję się Go. Boję się Go. Jest straszny. O co On uderzył? Spojrzałam po pomieszczeniu. O stół? Możliwe. Wytarłam oczy i wstałam. Ponowiłam robienie śniadania.

Po godzinie siedziałam już odświeżona w salonie przełączając programy. Nudziło mi się. I to strasznie. Postanowiłam, że się przejdę. Założyłam buty i wyszłam, zamykając drzwi. Jak zawsze poszłam do parku. Usiadłam na swojej ulubionej ławce i zamknęłam oczy. Myślałam o moim życiu i o tym jaki Sai był kiedyś. Miły, uprzejmy, nie uderzył mnie nigdy, dopiero kiedy zamieszkaliśmy razem i to był mój największy błąd. Poczułam ból na czupku głowy. Ktoś mnie uderzył? Nie, to była piłka. Wzięłam ją do ręki.
- Przepraszam! - usłyszałam i odwróciłam się w stronę skąd usłyszałam głos. Była to dziewczyna o blond włosach i niebieskich oczach. Przypominała mi kogoś. - Sakura? - powiedziała, kiedy stanęła przede mną.
- Skąd mnie znasz? - zapytałam.
- To ja Ino. - uśmiechnęła się.
- Hej. - podeszłam i przytuliłam ją. Ino jest moją koleżanką z liceum. Chodziłyśmy do jednej klasy.
- Co Ty tu robisz? - zapytała.
- Myślę. A Ty?
- Jestem tutaj ze znajomymi. Chcesz się dołączyć?
- Nie, dziękuję. - blondynka jakby nie słysząc mojej odpowiedzi zaczęła mnie ciągnąć w stronę swoich znajomych.
- Hej, ludzie! To moja koleżanka z liceum. Sakura. - powiedziała,
- Miło mi. - rzekłam lekko się uśmiechając.
- Hej. - powiedzieli wszyscy i przedstawili się po kolei. Od prawej: Hinata, Ten-ten, Kiba, Naruto, Neji, Sasuke.
- Pograsz z nami? - zapytała Hinata pokazując na piłkę.
- Dzięki, ale nie. - uśmiechnęłam się.
- No dawaj. - Naruto pociągnął mnie w stronę boiska. - Masz grać i kropka.
- No dobrze.

Bardzo dobrze się bawiłam. Cieszę się, że spotkałam Ino.
- Sakura! - odwróciłam się w stronę głosu, który mnie wołał. Przestraszyłam się. Było to Sai.
- Kto to? - zapytała Ino podchodząc do mnie.
- Jestem jej chłopakiem. - rzekł Sai, łapiąc za moją dłoń i ciągnąc w swoją stronę. - Macie się do niej nie zbliżać. - powiedział groźnym tonem do osób z którymi dzisiejszy dzień spędziłam bardzo miło.
- Nie masz prawa jej zabraniać spotykania się ze znajomymi. - powiedziała Ino. Sai ścisnął moją dłoń tak mocno, że aż syknęłam z bólu. - Puść ją. - rzekła i próbowała wyrwać mu moją dłoń, ale ją odepchnął.
- Ino nie wtrącaj się. - powiedziałam i spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem. - Pa. - powiedziałam i odeszłam, a za mną Sai. Już wiem, że dzisiejszy wieczór nie będzie spokojny.

- Kazałem Ci siedzieć w domu! - krzyknął kiedy zamknął drzwi. Uciekłam do kuchni. - Nie uciekaj! - znalazł się w tym samym pomieszczeniu. - Mówiłem Ci, że nie możesz z nikim wychodzić! - uderzył mnie z liścia.
- Przepraszam. - szepnęłam i z oczu zaczęły mi lecieć łzy.
- Myślisz, że samo przepraszam tu wystarczy?! - uderzył mnie z całej siły w brzuch. Skuliłam się z bólu. - Czego masz nie robić?!
- W-wychodzić z d-domu, a zwłaszcza ze z-znajomymi. - powiedziałam łkając.
- Dobrze. - powiedział i uderzył mnie nogą w brzuch. - Mam nadzieję, że tym razem zapamiętasz. - ponownie mnie uderzył. - A i jeżeli usłyszę, że płaczesz skończysz gorzej. - rzekł kiedy wychodził. Skuliłam się w rogu pomieszczenia i zaczęłam cicho płakać, trzymając obolałe miejsce - brzuch.

14 dni. Tyle nie wychodziłam z domu. Nie chciałam, aby Sai mnie pobił, albo Ino i jej znajomych. Dotknęłam opuszkami palców brzucha. Nie bolał już mnie tak bardzo. Nie wiem czemu, ale chciałam dzisiaj pójść na moją ławkę. Westchnęłam i założyłam buty. Zamknęłam drzwi i wyszłam. Wiatr bawił się moimi włosami. Kiedy dotarłam na miejsce usiadłam na ławce. Spojrzałam w niebo. Było błękitne, a gdzie nie gdzie były białe chmurki.
- Sakura - chan! - poczułam, że ktoś mnie przytula. Spojrzałam na tą osobę. Była to Ino.
- Ino?
- Sakura, jak ja dawno Cię nie widziałam. - odsunęła się ode mnie, siadając obok mnie na ławce. Naprzeciwko nas stali Naruto i Sasuke wraz z Hinatą.
- Hej. - powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Cześć. - odpowiedzieli.
- Czemu nie przychodziłaś, Sakura - chan? - zapytał blondyn.
- Nie miałam czasu. - ponownie się uśmiechnęłam.
- Ale teraz masz, prawda? Więc idziesz z nami na kawę. - rzekła Ino i zaczęła mnie ciągnąć, a reszta za nami szła.

Siedzieliśmy w jakieś kawiarence, popijając kawę. Naruto i Ino o coś się sprzeczali, a Hinata próbowała ich uspokoić. Zaśmiałam się. Spojrzeli się na mnie i uśmiechnęli się.
- Sakura, chcielibyśmy się o coś Ciebie zapytać. - zaczęła Ino.
- Słucham. - uśmiechnęłam się lekko.
- Czy Twój chłopak dobrze Cię traktuję? - zapytała Ino.
- Bo ostatnio wyglądało na to, że nie. - rzekła Hinata.
- Nie martwcie się. - ponowiłam swój uśmiech, tylko, że tym razem był sztuczny.
- Na pewno wszystko jest okej? Nie bije Cię? - po raz pierwszy odezwał się Sasuke. Drgnęłam na słowo "bije".
- Nie, nie bije mnie. - skłamałam.
- Okej. - rzekli. Spojrzałam na zegarek była 14:46.
- Muszę już iść. - wstałam. - Pa. - uśmiechnęłam się i wyszłam.

Tak bardzo chciałabym im powiedzieć co się dzieję w moim domu. Może by mi pomogli.

Weszłam do domu.
- Sakura! - "powitał" mnie w progu Sai.
- Sai? Co Ty tu robisz o tej porze? - zawsze wracał o 16.
- Znowu byłaś się spotkać ze swoimi znajomymi?! - krzyknął, nie zwracając uwagi na to, ze drzwi wciąż są otwarte. - I jak powiedziałaś im, że Cię bije?! - złapał mnie za włosy i zaczął ciągnąć w głąb mieszkania. Jęknęłam z bólu.
- Sakura! - krzyknął Sasuke? Tak, to był jego głos. Spojrzałam na drzwi stał tam.
- Kim Ty jesteś? - zapytał Sai i uderzył mnie twarz. Krzyknęłam i upadłam, a on pociągnął mnie za włosy, żebym wstała. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
- Jestem jej znajomym. - powiedział i ścisnął dłoń w pięść. - Puść ją! - krzyknął. Kiedy tego nie zrobił podszedł do niego i uderzył go pięścią w twarz. Puścił moje włosy. Odeszłam kawałek od nich. Patrzyłam jak się bili. Cieszyłam się, że Sasuke przyszedł. Tylko skąd on wiedział gdzie mieszkam? Później go o to zapytam.
- Chodź, Sakura. - pouczałam jak ktoś łapie mnie za dłoń i ciągnę w stronę drzwi. Był to Sasuke. Odwróciłam się w stronę Sai'a. Leżał na podłodze, trzymając się za brzuch i z krwią na twarzy. Zbiegliśmy po schodach. Kiedy wyszliśmy z bloku podbiegliśmy do jakiegoś samochodu. Zapewne należącego do Sasuke. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i kiedy usiadłam zamknął drzwi i podbiegł do drzwi kierowcy. Gdy już zajął swoje miejsce odpalił silnik i ruszyliśmy.

Podczas drogi wpatrywałam się w mijające nas miejsca. Wreszcie postanowiłam się odezwać.
- Dziękuję. - szepnęłam. - Nie wiem co by się ze mną stało, gdybyś nie przyszedł. - zaczęły mi znowu lecieć łzy. - Naprawdę dziękuję. - spojrzałam na niego. Nie odpowiedział nic, tylko kiwnął głową. Pewnie nie wiedział co odpowiedzieć.

Zatrzymaliśmy się przed jakimś domkiem jednorodzinnym. Wyłączył silnik.
- To Twój dom? - zapytałam.
- Tak. - odpowiedział i wyszedł po czym okrążył samochód i znalazł się przy moich drzwiach. Otworzył je i pomógł mi wysiąść.
- Przepraszam, ale nie mogę tutaj spać. - powiedziałam kiedy znaleźliśmy się przy drzwiach frontowych. Dziwnie się czułam zostając u osoby, której praktycznie nie znam na noc.
- A masz gdzie spać?
- Nie. - rzekłam po chwilowej ciszy.
- Więc śpisz u mnie. - kiwnęłam głową. Otworzył drzwi kluczami, które wyjął z kieszeni spodni. Przepuścił mnie pierwszą. Kiedy weszłam moim oczom ukazało się duże pomieszczenie w kolorze beżowym oraz schody prowadzące na piętro.
- Chodź. - rzekł i zaczął się kierować w głąb. Podążyłam za nim. - Masz. - spojrzałam na rzecz, którą chciał mi dać. Były to zamrożone warzywa.
- Po co mi to? - zapytałam.
- Na Twój siniak. - dotknął miejsca obok mojego oka i poczułam ból. Cofnęłam się. - Przyłóż sobie. - wzięłam od niego zamrożone warzywa i przyłożyłam sobie do twarzy. Bolało, ale musiałam wytrzymać. - Jesteś głodna? - kiwnęłam głową i usiadłam przy stole wciąż trzymając przy oku zimne opakowanie. Po paru minutach przed twarzą położył mi talerz kanapek.
- Dziękuję. - usiadł na  przeciwko mnie. Odłożyłam opakowanie i wzięłam kanapkę z pomidorem.
- Smacznego. - uśmiechnął się.
- Nawzajem. - wzięłam gryza.

Po skończonym posiłku poszliśmy na górę. Pokazał mi gdzie będę tej nocy spała, a mianowicie w pokoju gościnnym. Było w nim tylko łóżko i jakaś szafka.
- Poczekaj. - powiedział, a ja usiadałam na łóżku. Było bardzo wygodne. - Masz. - podał mi do ręki czarną koszulkę. - Nie masz przy sobie żadnych ubrań, a chyba nie będziesz spała w tym w co jesteś ubrana.
- Jeszcze raz dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Chodź, pokaże Ci gdzie jest łazienka. - wstałam i podążyłam za Sasuke. Otworzył drzwi tuż obok mojego pokoju. - Możesz też wziąść kąpiel. - Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi na klucz. Odłożyłam koszulkę na szafkę i nalałam ciepłej wody do wanny, po czym zdjęłam z siebie ubrania i weszłam powoli do wanny. Było mi strasznie przyjemnie. Siedziałam tak chyba z 10-15 minut.
- Ej, żyjesz tam? - usłyszałam pukanie i głos bruneta.
- Tak. - krzyknęłam i szybko wyszłam z wanny. Wytarłam się szybko ręcznikiem i założyłam tą samą bieliznę, a potem koszulkę Sasuke. Sięgała mi ona do ud. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Na korytarzu spotkałam bruneta.
- Ładnie Ci w mojej koszulce. - uśmiechnął się. Zaciągnęłam bardziej koszulkę.
- Dobranoc. - powiedziałam i z uśmiechem powędrowałam do pokoju.
- Dobranoc. - usłyszałam jeszcze zanim zamknęłam drzwi. Położyłam się od razu do łóżka. Nie minęła nawet chwila a już oddałam się w objęcia Morfeusza.

Następnego dnia obudził mnie jakiś hałas. Zaciekawiona zeszłam na dół.
- Co Ty robisz? - zapytałam, wchodząc do kuchni i widząc Sasuke całego białego.
- Chciałem zrobić ciasto. - zaśmiałam się.
- Ciasto na śniadanie? - zapytałam z uśmiechem.
- Wiem, głupi pomysł.
- Tak. - potwierdziłam. Spojrzał na mnie tak jakby miał nadzieję, że zaprzeczę. - Idź się umyj, a ja zrobię naleśniki, co Ty na to?
- Pasuję mi. - uśmiechnął się i skierował się do wyjścia z kuchni - Zaraz wracam.
- Oki. - zabrałam się do roboty.

- Już się nie mogę doczekać. - rzekł i usiadł przy stole.
- Zaraz będą gotowe. - po pięciu minutach postawiłam mu na stole naleśniki z dżemem. Od razu wziął się za jedzenie.
- Pycha! - powiedział kiedy skończył. Uśmiechnęłam się i wzięłam od niego talerz i podeszłam do umywalki i zaczęłam je myć. - Naprawdę Ci ładnie w mojej koszulce. - kiedy to usłyszałam przypomniałam sobie, że wciąż ją mam na sobie.
- Wytrzesz? A ja pójdę się przebrać. - powiedziałam nawet na niego nie patrząc. Byłam strasznie zawstydzona. Popędziłam szybkim krokiem do łazienki.

Kiedy byłam już ubrana zeszłam na dół i znalazłam Sasuke w salonie siedzącego na kanapie. Natomiast ja usiadłam na fotelu.
- Dziękuję, że mogłam tutaj zostać na noc.
- Brzmi, to jakbyś chciała wrócić do swojego chłopaka. - spojrzał na mnie.
- Nie mogę nadużywać Twojej gościnności...
- Nie nadużywasz.
- Chcę tam wrócić, żeby to wszystko skończyć. Przez ten rok strasznie się go bałam. Nawet jeżeli mnie znajdzie kiedy ucieknę i strasznie pobiję, to nie będę się bała poinformować policję. A poza tym nawet nie mam zamiaru uciekać. Powiem mu prosto w oczy, że odchodzę. Na pewno się wkurzy i coś mi zrobi, ale się już się go nie będę bała. Zrobię to co chcę. - uśmiechnęłam się.
- Chcesz, żebym poszedł z Tobą?
- Nie.
- Na pewno?
- Tak.
- W takim razie trzymam kciuki, żeby się udało.
- Dzięki. To ja już będę szła. - odprowadził mnie do drzwi i kolejny raz życzył mi powodzenia.

Kiedy znalazłam się przed drzwiami do mieszkania, westchnęłam i zapukałam, bo nie wzięłam kluczy po wczorajszym incydencie.
- O, wróciłaś. - otworzył i uśmiechnął się perfidnie. - Stęsknniłaś się? - chciał mnie przytulić, ale go ominęłam, wchodząc do mieszkania.
- Przyszłam tutaj tylko po to by powiedzieć Ci, że odchodzę. - powiedziałam i skierowałam się do sypialni. Wyjęłam torbę podróżną i wkładam do niej wszystkie moje ciuchy.
- Chyba żartujesz? - spytał, wchodząc do pokoju.
- A wygląda to na żart? - złapał mnie za ramię i pociągnął tak, że opierałam się o ścianę.
- Rozpakuj te rzeczy. - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Powiedziałam, że odchodzę. - uderzył mnie z liścia.
- Chcesz wylądować w szpitalu? - zapytał i zaczął mnie dusić. Zaczęłam się szarpać. Rozluźnił uścisk. - Słucham?
- Nie boję się już Ciebie. - powiedziałam mu prosto w oczy. Wściekły popchnął mnie tak, że walnęłam głową o podłogę.
- Suka! - krzyknął i podnióśł mnie do pionu, po czym uderzył mnie z całej siły w twarz. Znowu upadłam na ziemię. Zaczął kopać mnie w brzuch. Jęknęłam z bólu. Bił mnie jeszcze w wielu miejscach, aż straciłam przytomność.

Obudziłam się cała obolała. Zauważyłam, że jestem wciąć w pokoju. Próbowałam wstać, ale marnie mi to wychodziło. Wreszcie kiedy mi się to udało powoli skierowałam się do drzwi frontowych opierając się o ścianę. Otworzyłam drzwi i wyszłam na klatkę. Chciałam zejść po schodach, ale nie mogłam już wytrzymać z bólu, więc upadłam. Miałam szczęście, bo sąsiadka akurat szła.
- Sakura! - krzyknęła - Co Ci się stało?! - Nic nie odpowiedziałam, tylko zemdlałam.

Kiedy odzyskałam przytomność poczułam, że ktoś trzyma mnie za dłoń. Spojrzałam tam. Był to Sasuke.
- Hej. - powiedziałam cicho, bo wciąż mnie wszystko mnie bolało. Spojrzał od razu na mnie.
- Sakura! Jak się czujesz?
- Wszystko mnie boli.
- Nie dziwie się. Nieźle Cię poturbował. Mogłem jednak z Tobą pójść. - zaczął głaskać kciukiem moją rękę.
- Wiedziałam, że tak skończę.
- To czemu nie pozwoliłaś mi z Tobą pójść?
- Ponieważ teraz mam dowód, ze on mnie biję.
- Uwierzyliby Ci nawet bez tego.
- Może. - ścisnęłam jego dłoń. - Mógłbyś zawiadomić policję?
- Pewnie. - wstał. - Przy okazji zawołam lekarza.
- Okej. - wyszedł. Wszystko mnie tak cholernie boli. Mam nadzieję, że to już będzie koniec.

Po jakieś godzinie policja przyjechała. Powiedziałam im, że mnie bił od kiedy zamieszkaliśmy razem, że to przez niego ostatnim razem i teraz wylądowałam w szpitalu.

Po dwóch tygodniach wyszłam ze szpitala. Sasuke odwiedzał mnie codziennie i spędzał ze mną parę godzin. Zaproponował mi zamieszkanie u niego. Zgodziłam się. Szczerze, to nie miałam ochoty wrócić do mieszkania w którym się to wszystko wydarzyło.

Po miesiącu była rozprawa Sai'a. Nie miałam ochoty się z nim widzieć, ale również chciałam, żeby zapłacił za to co mi zrobił. Sędzia dał mu 5 lat pozbawienia wolności oraz zakaz zbliżania się do mnie kiedy wyjdzie z więzienia. Ucieszyło mnie to. Już nigdy go nie zobaczę.

Weszłam do domu w którym obecnie mieszkam.
- Sasuke?! - krzyknęłam.
- W kuchni! - odkrzyknął. Zdjęłam kurtkę oraz buty i skierowałam się do pomieszczenia, gdzie znajduję się Sasuke. Kiedy weszłam zobaczyłam go stojącego z ciastem w dłoniach. - Ile dostał?
- 5 lat. - odpowiedziałam.
- No to możemy świętować. - uśmiechnął się. - Spróbuj.
- Tym razem Ci się udało?
- Tak. - podeszłam i palcem wzięłam kawałek ciasta i spróbowałam go.
- Przyznaj się. Kupiłeś go. - powiedziałam.
- Nie. - spojrzałam na niego.
- Tak.
- Wiedziałam. - zaśmiałam się.
- A jest dobry?
- Tak.
- Widzisz sam go wybierałem. - zaśmiałam się. Wzięłam kolejny kawałek na palca i go zjadłam. - Poczęstuj mnie.
- To odłóż ciasto i sam sobie weź.
- Proszę. - rzekł. Westchnęłam i po raz kolejny wzięłam ciasto na palca, tylko tym razem wylądował on w ustach Sasuke. - Pychota. Jeszcze raz. - ponownie wzięłam ciasto i obsmarowałam nim nos Sasuske.
- Pycha, nie? - uśmiechnęłam się. Sasuke odwdzięczył mi się tym samym.
- Pycha, nie? - powiedział to samo co ja. Tym razem wzięłam całe ciasto i przyłożyłam je do twarzy Sasuke.
- Ej! - nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. - Tak chcesz grać? - wziął trochę ciasta ze swojej twarzy i chciał mnie nim posmarować, ale zaczęłam uciekać. A, że był szybszy to mnie złapał i wysmarował mi całą twarz. Zaczęliśmy się razem śmiać. Nagle śmiech Sasuke ucichł. Spojrzałam na niego tym samym przestając się śmiać. Patrzał na mnie z czułym wzrokiem. Zbliżał swoją twarz do mojej, aż nasze usta się złączyły. Całował delikatnie, a później nasze języki zaczęły dziki taniec. Swoją ręką czochrałam włosy Sasuke, natomiast jego dłoń powędrowała pod moją bluzkę...

*********************************************
Hej, wybaczcie, że dopiero teraz dodaje jednopartowkę, ale 2 klasa liceum to KOSZMAR, a jestem jeszcze typesetterką w jednej ze z grup, dlatego nie miałam czasu, żeby pisać i dopiero dzisiaj wzięłam się za siebie i to dokończyłam. Mam nadzieję, że wam się podoba ;3
Pozdrawiam i do zobaczenia! :D


środa, 19 czerwca 2013

Czy wirtualna miłość jest prawdziwa?

Coraz więcej osób poznaję się przez internet, ale nie wiadomo kto jest po drugiej stronie.

Nazywam się Sakura Haruno i opowiem wam moją historię. Miałam wtedy 17 lat....

- Hej, dziewczyny. Znowu pisaliśmy całą noc. - powiedziałam szczęśliwa podchodząc do grupki dziewczyn.
- To świetnie. - odezwała się blondynka z niebieskimi oczami. Była to Ino. Natomiast reszta dziewczyn tylko się uśmiechnęła.
- Saki, nie wiesz w ogóle z kim piszesz. - znowu zaczynała Hinata.
- A Ty znowu o tym. - przewróciłam oczyma.
- Tak. - zadzwonił dzwonek. Skierowałyśmy się do sali. Pierwszą lekcję mieliśmy wychowawczą z Kakashi- sensei. Usiedliśmy na swoich miejscach i czekaliśmy na szarowłosego.
- Dzień dobry. - powiedział wchodząc.
- Dzień dobry. - odpowiedzieli wszyscy.
- Mam dla was nowinkę, a mianowicie mamy nowego ucznia. - w klasie zrobiło się głośnie - Zapraszamy. - powiedział głośno. Do klasy wszedł chłopak o czarnych włosach i tego samego koloru oczach.
- Cześć. Nazywam się Sasuke Uchiha. - uśmiechnął się nieziemsko.
- Hejka. - powiedziały wszystkie dziewczyny  w klasie oprócz mnie i mojej grupki.
- Sasuke, usiądź obok Naruto. - powiedział Kakashi - sensei.
- Okej. - skierował się na swoje nowe miejsce.
- Ej, Saki. - odwróciłam się do Ino. - Czy Twój "chłopak" nie wygląda przypadkiem tak samo?
- Przecież mi się tylko opisywał. - odpowiedział.
- Ale mówił, że ma czarne włosy i czarne oczy, tak samo jak Sasuke. - powiedziała Ino.
- I na dodatek przedstawił się Ci tylko pierwszą literą swojego imienia "S". S jak Sasuke. - dodała Hinata z uśmiechem.
- Może macie rację. - uśmiechnęłam się i odwróciłam w stronę Sasuke.

Wieczór. Jadłam kolację, aby móc później zasiąść do komputera i popisać z "S".
S: Cześć. - napisał od razu.
Ja: Hejka. Mam do Ciebie prośbę. : )
S: Jaką? ;>
Ja: Powiesz mi całe swoje imię?
S: Nie.
Ja: Czemu?
S: Bo chcę być tajemniczy ^^
Ja: I dobrze Ci to idzie.
Pisałam z nim chyba jakieś dwie godziny, aż wreszcie poszłam spać.
***
Następnego dnia w szkole.
- I jak tam z Sasuke? - zaczęła Ino.
- Nawet nie wiem czy to on. - rzekłam.
- Na pewno On. - rzekła Hianta z uśmiechem.
- Skąd taka pewność? - powiedziałam i przez wypadek na kogoś wpadłam. - Przepraszam - spojrzałam do góry. Zobaczyłam czarne tęczówki.
- Następnym razem patrz przed siebie. - uśmiechnął się Sasuke i odszedł.
- Jaki miły. - powiedziała Ino.
- Nom. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem.
Koniec lekcji. Każdy wybiegał ze szkoły, aby móc być w domu i robić coś bardziej ciekawego. Szłam powoli jak to zawsze mam w zwyczaju.
- Sasuke? - powiedziałam, widząc podobną sylwetkę i czuprynę Sasuke. Odwrócił się. Miałam rację to był Sasuke. - Hej. Co Ty tu robisz? - zapytałam.
- Wracam do domu.
- Idę w tym samym kierunku, więc może pójdziemy razem? - zapytałam.
- Spoko. - odpowiedział i zauważyłam lekki uśmiech na jego twarzy.
- I jak Ci się podoba szkoła, klasa itd.?
- Nawet mili nauczyciele, to najważniejsze. A klasa bardzo mi się podoba. - odpowiedział.
- To dobrze. - uśmiechnęłam się.
Sasuke postanowił odprowadzić mnie do domu dzięki czemu mieliśmy więcej czasu na rozmowę. Czułam się przy nim jak przy "S". Dziewczyny mają chyba rację. To ta sama osoba.
***
Tydzień później...
Sasuke codziennie odprowadzał mnie do domu. Bardzo i to bardzo lubiłam jego towarzystwo.
Obiecałam dziewczyną, że dzisiaj zapytam się czy to On jest "S".
- Idziemy? - zapytał Sasuke, kiedy do niego podeszłam.
- Tak. - uśmiechnęłam się. Wyszliśmy ze szkoły i skierowaliśmy się w stronę mojego domu. - Mogę Cię o coś zapytać? - zaczęłam.
- Pewnie. - uśmiechnął się.
- To Ty jesteś "S"? - spojrzałam w jego oczy.
- O czym Ty mówisz? - zatrzymał się i spojrzał na mnie.
- No, bo pisze przez internet z takim chłopakiem i wydaje mi się, że to Ty. - powiedziałam.
- Ja wolę poznawać ludzi w REALU. - zaakcentował ostatnie słowo. - Sory, ale to nie ja. - zaczął iść. Podążyłam w jego ślady. - Czemu pomyślałaś, że to ja? - zapytał po chwilowej ciszy.
- Ponieważ przedstawił mi się jako "S" jak Sasuke. Pisał, że ma czarne oczy i włosy. I przypomina Cię z charakteru. - wytłumaczyłam.
- Rozumiem. Dojdziesz sama? - spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową. - Okej. Do jutra. - odszedł.
Czemu? Czemu mnie nie odprowadziłeś? Co o mnie myślisz? Chce wiedzieć.
Stałam tak chwilkę, po czym wreszcie ruszyłam do domu. Kiedy dotarłam do domu od razu zasiadłam do laptopa. Włączyłam czat i sprawdziłam czy jest. Jest. Napisałam od razu.
Ja: Spotkamy się?
S: Co tak nagle?
Ja: Chce wiedzieć z kim pisze...
S: Okej. Sobota. Kawiarnia Light. 14.
Ja: Okej.
Sobota. To już za dwa dni.
S: Będę miał kapelusz i róże a Ty?
Ja: Niebieskie dżinsy.
S: Ok. Do zobaczenia.
Zszedł. Wzięłam z niego przykład i również zeszłam. Oparłam się o krzesło. Wreszcie się z nim spotkam. Uśmiechnęłam się. Po chwili uśmiech znikł mi z twarzy, kiedy przypomniałam sobie dzisiejsze wydarzenie z Sasuke.
***
Sobota.
Sasuke nie odzywał się do mnie od tamtego czasu. Kiedy się z nim witałam udawał, że mnie nie zna i odchodził. Za każdym razem kuło mnie coś w sercu. Chyba się w nim zakochałam.
Zostały mi jeszcze dwie godziny do spotkania. Postanowiłam, że się tam przejdę. Wyszłam z domu, zamykając go. Szłam powolnym krokiem mijając przechodnich. Czasami moje oczy zwracały uwagę na małe dzieci, które cały czas się uśmiechały.
- Sakura! - usłyszałam czyjeś wołanie. Spojrzałam tam i zauważyłam Naruto machającego do mnie oraz Sasuke i Kibe siedzącego na ławce. Podeszłam do nich.
- Cześć, Sakura - chan. - uśmiechnął się blondyn.
- Hej. - odwzajemniłam uśmiech.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Na spotkanie. - odpowiedziałam.
- O, a na jakie?
- Nie ważne. - uśmiechnęłam się.
- Ej, no powiedz.
- Nie.
- Taaaak.
- Wyglądałaś na zamyśloną. - powiedział Kiba przerywając to.
- Aż tak było widać? - zapytałam z uśmiechem.
- Tak. - odpowiedział i również się uśmiechnął.
- Dobra, ja już musze lecieć chłopaki. Pa. - powiedziałam i odwróciłam się, spoglądając przelotnie na Sasuke. Miał taki zimy wzrok.
- Pa. - usłyszałam i odeszłam.
Nigdy nie widziałam u Sasuke takiego wzroku. Przeraziło mnie to trochę.
- Poczekaj. - usłyszałam i poczułam szarpnięcie, które spowodowało, że się zatrzymałam. Odwróciłam się do osoby, która to zrobiła. Był to Sasuke.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Idziesz spotkać się z tym "S"? - zapytał.
- Tak, a co?
- Okej. - puścił moją ręke i odszedł.
- Sasuke? - tym razem ja złapałam go za dłoń. - O co Ci chodzi? - zapytał, patrząc w jego oczy.
- Już o nic. - powiedział i wyrwał swoją dłoń, po czym odszedł. Patrzałam na jego oddalającą się sylwetkę. O co mu chodzi? Ruszyłam ponownie w drogę.

Kiedy dotarłam na miejsce spojrzałam na godzinę w telefonie. Była 13:50. Jestem dziesięć minut przed czasem. Postanowiłam, że wejdę i na niego poczekam. Kiedy usiadłam od razu ktoś do mnie podszedł, ale nie był to kelner. Spojrzałam na niego.
- Jesteś Sakura? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam. - Skąd pan wie?
- Mój siostrzeniec miał tu się spotkać z Tobą, ale się rozchorował, a nie chciał odwoływać, bo wiedział, że Ci bardzo na tym zależy, więc przysłał mnie, abym Cię do niego zaprowadził. Do tego hotelu naprzeciwko. -  zakończył swój monolog i pokazał palcem na budynek. - To co idziemy?
- Okej. - wstałam i razem z nim wyszłam. Przeszliśmy kawałek i byliśmy już w środku hotelu.
- Mieszkamy na 4 piętrze. - powiedział i podeszliśmy do windy. Kiedy przyjechała poczekaliśmy, aż wszyscy z niej wysiądą, po czym do niej weszliśmy. Nacisnął na guzik z numerem 4 i winda ruszyła.
- W ogóle jak on ma na imię? - zapytalam.
- Sai.- uśmiechnął się.
- Okej. - powiedziałam, a winda się zatrzymała. Wyszliśmy. Podążyłam za nim. Zatrzymał się przy drzwiach z numerem 245. Wyciągnął kartę i otworzył nią drzwi.
- Proszę. - puścił mnie przodem. Kiedy weszłam nie zauważyłam nikogo.
- Gdzie jest Sai? - zapytałam.
- Chyba w łazience. - powiedział i zamknął drzwi. - Usiądź, a ja pójdę po niego. - patrzałam jak odchodził. Jak zniknął mi za drzwiami usiadłam na łóżku i czekałam na nich.
- Sakura. - powiedział ktoś wychodząc z łazienki. Tym kimś okazał się być ten sam facet, który mnie tu przyprowadził, tylko, że teraz stał przede mną w samych bokserkach.
- Gdzie ma pan spodnie? - zapytałam.
- Wiesz, że nie ma młodego Sai'a? - zaczął mówić olewając moje pytanie - Jest tylko stary Sai. Ja. - pokazał na siebie.
- Jak to? - wstałam i zaczęłam się cofać.
- Cały czas pisałaś ze mną. - zaczął się przybliżać.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam, kiedy dotknęłam ściany.
- A jak myślisz? - powiedział. - Mam nadzieję, że jeszcze jesteś dziewicą. - złapał mnie za twarz i próbował mnie pocałować, ale go odepchnęłam. Zaczęłam uciekać w stronę drzwi. Próbowałam je otworzyć, ale nie udało mi się. Poczułam jak mnie łapie za ręke i ciągnie w stronę łóżka. Popchnął mnie na nie. Po chwili poczułam jego ciężar na sobie. Zaczęłam się wyrywać.
- Pomocy! - krzyczałam ze łzami. Złapał mnie za dłonie i unieruchomił mi je. Zaczął mnie całować po szyi.
- Pomocy! - cały czas krzyczałam to jedno słowo.
- Zamknij się! - uderzył mnie w twarz. Przestałam się wiercić. Straciłam wszystkie siły. I tak mi nikt nie pomoże. Zdjął ze mnie bluzkę, a później stanik. Zaczął swoimi obleśnymi rękami je masować.
- Niezłe. - powiedział chyba do siebie, ale ja i tak to usłyszałam. - Jesteś dziewicą? - zapytał. Nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnął się, po czym zdjął mi spodnie.
- Zostaw mnie. - poprosiłam łkając.
- Nie licz na to.
***
Szłam do domu cały czas płacząc. Nie mogę uwierzyć, że ten gościu mi to zrobił. Uważałam go za mojego przyjaciela, a może i nawet więcej. Już nigdy nie poznam nikogo przez internet. Nikogo!
- Sakura! - zawołał mnie ktoś. - Jak tam randka z "S"? Sasuke nam wszystko powiedział. - to był chyba Kiba. Natomiast reszta się zaśmiała. Odwróciłam się w ich stronę. Kiedy zobaczyli moją twarz zamilkli.
- Co się stało Sakura - chan? - zapytał Naruto.
- Nie przyszedł? - powiedział Kiba z uśmiechem.
- Na pewno. - poparł go Shikamaru.
- Zgwałcił mnie. - szepnęłam.
- Co powiedziałaś, bo nie słyszałem? - zapytał Kiba.
- Zgwałcił mnie! - krzyknęłam, upadając na kolana i znowu mi poleciały łzy. Nie widziałam ich twarzy, bo wszystko mi się rozmazywało. Nagle poczułam, że ktoś mnie przytula.
- Przepraszam, Sakura. - był to Sasuke.
- Za co? - zapytałam łkając.
- Za to, że Cię nie powstrzymałem. - schowałam twarz w dłonie.
- Musze iść. - powiedziałam i wstałam. Spojrzałam na nich i wytarłam oczy. - Przepraszam, że musieliście to oglądać. - rzekłam i odeszłam. Chciałam znaleźć się teraz w domu, w łóżku i móc płakać bez opamiętania. Poczułam jak ktoś mnie przytula od tyłu.
- Sakura. - szepnął Sasuke przy moim uchu. - Gdybym Ci wtedy wyznał miłość, to byś nie poszła do niego i nie przeżyła tego wydarzenia. - nie odpowiedziałam nic, tylko odwróciłam się w jego stronę i przytuliłam się do niego. Nie wiem ile tak staliśmy, ale było mi dobrze, ponieważ wiedziałam, że on nic mi nie zrobi. Wreszcie się od niego odkleiłam.
- Zamoczyłam Ci całą bluzkę. - powiedziałam podciągając nosem.
- Spoko. - uśmiechnął się lekko i starł łze z mojego policzka.
***
2 dni. Tyle minęło od tamtego wydarzenia. Przez cały czas leżałam w pokoju, przestałam już płakać, bo co to da? Nic. Odwróciłam się na plecy, a swój wzrok skierowałam na sufit. Sasuke mnie odwiedzał, ale nie pozwalałam mu wejść do pokoju. Czemu? Sama nie jestem pewna. Może dlatego, że nie chcę by widział mnie w takim stanie, albo dlatego, że nie potrafiłabym mu spojrzeć w oczy? Nie wiem. W tej chwili kłębi się we mnie wiele emocji. Strach, obrzydzenie, miłość, motylki w brzuchu. To ostatnie pojawia się kiedy tylko pomyślę o Sasuke i o wyznaniu miłości. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Proszę. - pierwszy raz od dwóch dni pozwoliłam komuś wejść do pokoju.
- Sakura. - usłyszałam i zobaczyłam Sasuke przy drzwiach. Zamknął je i podchodząc powiedział:
- Dzień dobry. - uśmiechnął się.
- Hej.
- Jak się czujesz? - zapytał i usiadł na łóżku kiedy zrobiłam mu miejsce.
- Myślę, że... dobrze. - uśmiechnęłam się lekko.
- Na pewno? - złapał mnie za dłoń i spojrzał prosto w oczy.
- Na początku obrzydzało mnie moje ciało i cały czas miałam w myślach ten moment... Nawet miałam myśli samobójcze, ale nie martw się nic sobie nie zrobiłam. - uśmiechnęłam się. - A teraz nadal czuję do swojego ciała obrzydzenie, ale w moich myślach już to nie gra dla mnie ważnej roli. To dzięki  Tobie.
- A co ja takiego zrobiłem?
- Wyznałeś mi miłość. - uśmiechnął się zabójczo.
- Mogę Cię pocałować? - zapytał po chwili.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
***
To była moja historia. To wydarzenie jest teraz dla mnie niczym, ponieważ jestem szczęśliwą mężatką dzięki mojemu kochanemu mężczyźnie - Sasuke.
******************************************************
Wreszcie skończyłam. Ta jednopartówka mi się nie podoba. Myślałam, że będzie lepiej. :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie za takie opowiadanie. :)
Pozdrawiam ;3

czwartek, 28 marca 2013

Sen cz.2

Po jakiejś godzinie jechania samochodem w ciszy dotarliśmy na miejsce. Sasuke zgasił silnik i wyszedł z samochodu. Myślałam, że otworzy mi drzwi, jednak się pomyliłam, to jego brat je otworzył i pomógł mi wysiąść. Natomiast Sasuke poszedł już na plażę.
- Sory za niego. - powiedział Itachi.
- Spoko. Przecież to nie Twoja wina, że on taki jest. - uśmiechnęłam się. Dalej szliśmy w ciszy. Znaleźliśmy dobre miejsce i usiedliśmy na ręczniku.
- Ej, nie idziecie pływać? - zapytał Sasuke, podchodząc do nas. - Przeszkodziłem Wam, gołąbeczki?
- Nie. - powiedziałam.
- Idziesz Sakura? - zapytał Itachi zdejmując koszulkę.
- Pływać? - zapytałam głupia.
- Nie, pojeździć na jednorożcu. - zakpił Sasuke.
- Nie umiem pływać. - zignorowałam go.
- Naprawdę? - rzekł Itachi zaskoczony.
- Naprawdę. - uśmiechnęłam się. - Poopalam się. - zaczęłam ściągać z siebie ciuchy, ponieważ na sobie miałam już strój kąpielowy. Był on dwuczęściowy w czarno-białe paski. Usiadłam z powrotem i założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. - Idźcie już, a nie stoicie tu. - powiedziałam do chłopaków. Poszli, a ja się położyłam. Słońce strasznie prażyło. Mieli rację, dzisiejsza pogoda jest idealna na wypad nad morze.
Siedziałam tak jakieś półgodziny. Oczywiście czasami odwracając się na brzuch, żeby opalić plecy i na odwrót.
- Wiesz jaka ciepła woda? - zapytał Sasuke, ochlapując mnie wodą ze swoich włosów.
- Czuje. - powiedziałam zła i usiadłam, ściągając okulary. - Czego chcesz? - zapytałam. Nigdy wcześniej nie odzywałam się z taką nienawiścią.
- Chodź popływać. - chyba nie przejął się za bardzo tą moją nienawiścią.
- Nie umiem pływać. - powiedziałam.
- To Cię nauczę. - uśmiechnął się.
- Pewnie masz w tym jakiś ukryty cel, więc nie, dzięki. Wolę do końca życia nie umieć pływać.
- Obiecuję, że nie mam żadnego ukrytego celu. - spojrzałam na niego. Wydawał się mówić prawdę. Westchnęłam.
- Okej. - uśmiechnął się i złapał mnie za dłoń, ciągnąc w stronę wody. Wbiegliśmy do wody. Przez cały czas się śmiałam.
- No to zaczynamy naukę. - rzekł. Uśmiechnęłam się. Półgodziny później umiałam już pływać. Myliłam się. Sasuke jest dobrym nauczycielem. Chociaż czasami dawał mi jakieś obraźliwe komentarze, to i tak się świetnie bawiłam.
- Dziękuję. - rzekłam, kiedy wychodziliśmy z wody. Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Kiedy doszliśmy do naszych rzeczy, wzięłam ręcznik i wytarłam się. Jak byłam już wystarczająco sucha, usiadłam. -  Gdzie Itachi? - zapytałam.
- Nie wiem. - odpowiedział, siadając obok. - Wiesz, pierwszy raz widziałem, że naprawdę śmiałaś. - powiedział, patrząc na ludzi.
- Bo pierwszy raz się świetnie bawiłam. - uśmiechnęłam się.
- Czyli, że uważasz, że nie jestem taki zły?  - zapytał, patrząc się na mnie.
- Dzisiejszego dnia nie byłeś zły. Zobaczymy, co przyniosą następne dni, to może zmienię zdanie o Tobie. - uśmiechnęłam się. - Ale dzisiaj wydałeś mi się inny niż podczas kolacji. - oznajmiłam.
- Może kiedyś się dowiesz czemu tak się stało. - powiedział tajemniczo. Spojrzałam się na niego. Wyglądał poważnie.
- Mam nadzieję. - spojrzał na mnie. Również starałam się być poważna.
- Tylko się we mnie nie zakochuj. - powiedział, uśmiechając się chytrze.
- Nie zamierzam. - zamienił się w jednej chwili. Z miłego faceta na zboczeńca.
- O, patrz Twój gołąbek idzie. - pokazał na Itachi'ego.
- To nie jest mój gołąbek. - powiedziałam zła. Znowu wróciłam do bycia wściekłą na niego.
- Wracamy? - zapytał.
- Już? - zapytałam, spoglądając na zegarek w telefonie. Była 18:26. Już tak późno? Widać, że szybko mi upłynął czas z Sasuke. - Tak, wracajmy. - uśmiechnęłam się i zaczęłam się ubierać.
W domu byłam parę minut przed dwudziestą.
- Wróciłam. - krzyknęłam.
- Jestem w salonie. - krzyknęła moja mama.
- Hej. - rzuciłam torbę na fotel, a sama usiadłam obok mamy na kanapie.
- Jak było? - zapytała, ściszając głos w telewizorze.
- Fajnie. Wreszcie nauczyłam się pływać. - zaczęłam zdejmować buty.
- To dobrze.
- A gdzie tata? - zapytałam.
- Jeszcze w pracy.
- Ale jest sobota.
- Jest prawnikiem, więc ma dużo pracy.
- Wiem, ale mógłby chociaż raz na jakiś czas zabrać Cię na kolację.
- Jak będzie miał luźno w pracy to zapewne mnie zabierze. - uśmiechnęła się.
- Dobrze, że chociaż macie dobry kontakt.
- Tak. - powiedziała.
- Jestem kompletnie zmęczona, więc idę do swojego pokoju. Dobranoc. - pocałowałam ją w policzek.
- Dobranoc. - wyszłam z salonu i skierowałam się do pokoju. Wchodząc do pokoju od razu rzuciłam się na łóżko. "Chciałabym, aby Sasuke był taki cały czas."pomyśłałam. Rozmyślałam o nim wiele. Nawet nie wiem kiedy udałam się w objęcia Morfeusza.
***
- Przyniosłem Ci 3-bita. Wiem, jak bardzo go lubisz. - uśmiechnął się i podał mi batonika.
- Dziękuję. - "Nowy sen?"
- Przepraszam. - powiedział po chwili.
- Za co? - zapytałam, nie wiedząc w ogóle o co mu chodzi.
- Za...
***
Obudziłam się. Usiadłam na łóżku. Zauważyłam, że mam na sobie wciąż wczorajsze ciuchy. "Miałam znowu nowy sen... Czy to oznacza, że jeżeli spotkam się z Sasuke w realu, to mam nowy sen?"pomyślałam.
- Niemożliwe... - szepnęłam i wstałam z łóżka, kierując się do łazienki, aby wziąść szybki prysznic. Kiedy już to zrobiłam założyłam na siebie czarne szorty i różową bluzkę z rękawem 3/4. (KLIK) Włosy związałam w koka. Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół.
- Cześć, mamuś. - powiedziałam, wchodząc do salonu.
- Czekałam, aż wstaniesz. - powiedziała. - Pójdziesz do sklepu i kupisz coś na obiad?
- Pewnie. - rzekłam i wzięłam kartkę do ręki, a mama dyktowała mi co mam kupić. - Ok. To ja idę. Wrócę za niedługo. - powiedziałam, zakładając czarne tenisówki i wyszłam. Dzisiaj również było gorąco.
- Sakura? - odwróciłam się. Był to Sasuke.
- Hej. - uśmiechnęłam się, mając nadzieję, że nie będzie tym zboczonym.
- Cześć, co tutaj robisz? - zapytał.
- Idę do sklepu.
- Aha. Pa. - powiedział i zaczął iść.
- Pa. - powiedziałam i nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Po chwili otworzyłam oczy. Nade mną stał Sasuke.
- Sakura. - powiedział.
- Co się stało? - zapytałam, rozglądając się w około. Zauważyłam, że jesteśmy wciąż na tej samej ulicy.
- Zemdlałaś.
- Rozumiem i przepraszam.
- Chodź. - rzekł i wziął moją ręke i zaczął gdzieś prowadzić.
- Gdzie idziemy?- zapytałam.
- Do mojego domu. - "Co?!'
- Mam bliżej do mojego. - rzekłam.
- Nieprawda, bo już jesteśmy u mnie. - spojrzałam na budynek. Był to średniej wielkości domek. Pociągnął mnie do wejścia. Weszliśmy. Przedpokój był niewielki i w kolorze beżowym. Zdjęłam buty i poszliśmy w głąb. Weszliśmy do salonu. Był wielki.
- Połóż się. - pokazał mi na kanapę. Zrobiłam, to o co mnie poprosił. - Zaraz wrócę. - rzekł i znikł mi z pola widzenia. - Proszę. - powiedział, pojawiając się nagle przy mnie z szklanką wody.
- Dzięki. - usiadłam i wzięłam od niego napój, poczym wzięłam parę łyków. Zauważyłam jak siada na fotelu. Odłożyłam szklankę na stół i z powrotem się położyłam.
- Mogę Ci coś powiedzieć? - zapytałam po chwili.
- Pewnie. - odpowiedział. Poczułam jego wzrok na sobie. Przygryzłam dolną wargę.
- Nie wiem jak zacząć... Poprostu od jakiegoś czasu mam sny... Z Tobą. Nie mam pojęcia co oznaczają. Nawet przed naszym pierwszym spotkaniem, miałam cały czas ten sam sen, ale kiedy się spotkaliśmy na kolacji miałam nowy sen i z każdym naszym spotkaniem miałam nowy sen, kontynuujący poprzedni. - powiedziałam. - Pewnie masz mnie teraz za jakąś idiotkę lub coś takiego. - złapałam się za głowę.
- Nieprawda. - rzekł. - Ja również mam sny o Tobie.
- Pewnie erotyczne. - powiedziałam bez namysłu.
- Nie. W moich snach też jest jakaś historia.
- A co Ci się śni? - zapytałam. Opowiedziałam mi je i okazało się, że są takie same, tylko, że z dwóch stron.
- Dziwne. - powiedziałam.
- I to jak. - podczas naszej rozmowy przesiadł się obok mnie. - Ale może to jakieś przeznaczenie? - zapytał.
- Wierzysz w przeznaczenia?
- Pewnie po mnie tego nie widać, ale tak.
- Masz rację w ogóle tego nie widać. - uśmiechnęłam się, pokazując swoje białe zęby.
- Ej. - zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się na cały głos, prosząc, aby przestał. Kiedy przestał jakimś sposobem leżałam na kanapie, a on na mnie. Patrzyliśmy się w swoje oczy. Nasze twarze się zbliżały, aż wreszcie połączyły się w pocałunku. Na początku całował delikatnie, później zaś namiętniej. Podobało mi się i to bardzo. Odkleił się ode mnie i spojrzał na mnie z uśmiechem. Również się uśmiechnęłam. Usiedliśmy z powrotem. Jak na razie żadne z nas się nie odzywało.
- Ja już pójdę. - powiedziałam po dłuższej chwili. - Dzięki za wszystko. - uśmiechnęłam się i wyszłam z salonu.
- Poczekaj. - złapała mnie za dłoń, kiedy byłam przy drzwiach.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Słuchaj, ja nie jestem naprawdę takim zboczeńcem, ja go poprostu udaję, dlatego nie wiedziałem jak się zachować. - powiedział wciąż trzymając mnie za dłoń.
- Czemu go udajesz? - byłam ciekawa.
- Ponieważ... sam nie wiem czemu go udaję.
- Aha. Ja idę, pa. - złapałam za klamkę. Nagle Sasuke obrócił mnie w swoją stronę i namiętnie pocałował. Oddawałam każdy jego pocałunek.
- Do zobaczenia. - rzekł, kiedy przestał mnie całować.
- Ta, do zobaczenia. - powiedziałam i wyszłam z uśmiechem na twarzy. "Jak on znakomicie całuje..." Rozmarzyłam się i przez to na kogoś wpadłam.
- Przepraszam. - powiedziałam, patrząc na osobę na którą wpadłam.
- Ja również przepraszam. - był to jakiś stary mężczyzna. Na oko miał 60 lat. - Nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko w porządku, a Panu?
- Mi też nic nie jest. - uśmiechnął się i zaczął odchodzić. - Patrz przed siebie.
- Pan również. - powiedziałam na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
Wróciwszy do domu od  razu rzuciłam się na łóżko. "Jutro do szkoły." Westchnęłam i spojrzałam na zegarek. Wskazywał on 19:10. Postanowiłam, że wejdę na facebook'a. Po chwili się już znudziłam, więc odłożyłam go na swoje miejsce i zeszłam do kuchni, aby zjeść kolację. Po 20 minutach wracałam już do swojego pokoju. Kiedy się w nim znalazłam, wzięłam piżamę i poszłam do łazienki, a by wziąść prysznic. Po jakiś trzydziestu minutach wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozczesywać swoje długie, różowe włosy. Przypomniałam sobie jak Sasuke mnie dzisiaj pocałował. To znaczy, że jesteśmy parą? I jeszcze jak mi powiedział, że nie jest zboczeńcem po prostu się ucieszyłam. A i jeszcze to, że mamy te same sny. Jak to możliwe? A no właśnie skoro dzisiaj spotkałam się z Sasuke, to znaczy, że będzie mi się coś nowego śniło. Rozmyślając tak zasnęłam.
***
- Za to, że nie starałem się abyś mnie pokochała, kiedy powiedziałaś, że mnie nie kochasz. - rzekł i złapał mnie za dłoń. "O co tu chodzi? Nie kocham go?"
- N-nie wiem co powiedzieć. - powiedziałam.
- Nie musisz nic mówić po prostu zakochaj się we mnie. - spojrzałam się na niego i wtedy nasze spojrzenia się spotkały.
- Ja... - chciałam powiedzieć, że go kocham, ale nie mogłam.
***
Bip, bip, bip...
Otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku.
- O co w tym chodzi? - szepnęłam i złapałam się za głowę. Siedziałam tak przez parę minut. Wreszcie zeszłam z łóżka i podreptałam do łazienki zrobić poranne czynności. Wróciwszy do pokoju przebrałam się w  białą bokserkę z Garflirdem (nie mam pojęcia jak to się pisze dop. autorki) i dżinsowe spodenki. Natomiast na nogi założyłam różowe trampki. (KLIK) Zeszłam na dół i zjadłam jakieś szybki śniadanie, poczym wyszłam z domu, zamykając go.
***
Wracałam właśnie do domu. Dzisiejsze lekcje były strasznie nudne. Zauważyłam jakąś parę całującą się i od razu wróciły mi wspomnienia z pocałunku z Sasuke.
- Sasuke... - powiedział jakiś kobiecy głos. Spojrzałam na nią. Była to ta dziewczyna, która całowała się przed chwilą z chłopakiem. I tym chłopakiem okazał się Sasuke.
- Weź się...
- Sasuke. - nie dokończył, bo mu przerwałam. Spojrzeli na mnie.
- Sakura? - wyszczerzył oczy. - Widziałaś to?
- Tak. - powiedziałam i łzy napłynęły mi do oczu. Myślałam, że coś do mnie czuję, a tu okazało się, że nie.
- To nie tak jak myślisz. - prychnęłam i zaczęłam odchodzić. - Poczekaj. - złapał mnie za dłoń.
- Nie chcę Cię widzieć. Nienawidzę Cię. - powiedziałam, nie patrząc na niego.
- Nie, Ty mnie kochasz. - powiedział. Odwróciłam się do niego.
- Nie. Nigdy Cię nie kochałam. - powiedziałam i odeszłam. "Dobrze mu tak. Niech wie, że nie każda laska się w nim buja."
***
Siedziałam w domu i płakałam. Bolało mnie to, że dał mi nadzieję, a potem zdradził mnie. Nienawidzę go... a jednocześnie wciąż kocham.
- Nie płaczemy. - wbił ktoś nagle do mojego pokoju, aż podskoczyłam ze strachu. Tym kimś okazała się moja kuzynka - Sawa. - Twoja mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że siedzisz w pokoju i płaczesz.
- Skoro przekonałaś się, że to prawda, to możesz iść. - powiedziałam. Zawsze ze sobą tak rozmawiałyśmy. Niby, że się nie lubimy, ale kiedy jesteśmy w potrzebie stajemy się jak siostry.
- Co się stało? - przysiadła się obok mnie na łóżku.
- Chłopak mnie zdradził. - przytuliła mnie od razu.
- Co za dupek. Żeby zdradzić taką dziewczynę? Musi na pewno mieć coś z głową. - nic na to nie odpowiedziałam. - Nie pozwolę Ci płakać. - spojrzałam na nią. - Idziemy na imprezę.
- Nie. - powiedziałam szybko.
- Tak, tak.
- Nie.
- No chodź będzie fajnie. Proooszę.
- Dobra. - zgodziłam się.
- Yeah! - skoczyła ze szczęścia. - A więc teraz czas zrobić się na bóstwo. - uśmiechnęła się pokazując swoje białe zęby.
Po jakiejś godzinie byłyśmy gotowe. Każda z nas założyła czarną sukienkę tylko z innym krojem. Sawa (KLIK) Ja (KLIK) Na nogi założyłyśmy czarne szpilki. Ja włosy miałam rozpuszczone i na końcach lekko pokręcone, natomiast Sawa miała krótkie włosy tylko do ramion, więc je wyprostowała.
- Czas na imprezę! - krzyknęła i wyszłyśmy z mojego domu.
***
Wracałam do domu ciemnymi uliczkami Tokio sama, ponieważ Sawa wyszła z jakimś chłopakiem. Ledwo co trzymałam się na nogach tyle wypiłam. Nie mam pojęcia nawet która jest teraz godzina.
- Jaka laska. - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i uśmiechnęłam.
- Dzięki. - cmoknęłam ustami.
- Zabawimy się? - zapytał jeden. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam na niego uwodzicielsko. Alkohol robił swoje.
- Nie. - odpowiedziałam i śmiejąc się odeszłam.
- Nie kpij sobie ze mnie. - szarpnął mnie za ramię.
- Ale ja to lubię. - przejechałam palcem po jego klatce piersiowej.
- Chodź. - zaczął mnie ciągnąc w nieznaną mi stronę.
- Nie. - zaczęłam się wyrywać. - Pomóż mi. - zawołałam do chłopaka, który akurat przechodził. "Sasuke?"
- Puśćcie ją. - powiedział groźnie.
- Nie. - odpowiedział ten który mnie trzymał.
- Tak. - odezwałam się i za to zostałam ukarana, a mianowicie do stałam liścia w policzek. Złapałam się za bolące miejsce. - Ty gnoju. - powiedziałam wściekła i uderzyłam go w czułe miejsce, po czym zaczęłam uciekać. W butach na obcasach było to trudne, więc je zdjęłam.
- Zaczekaj. - usłyszałam, a chwile później poczułam, że ktoś mnie zatrzymuje.
- Zostaw mnie. - rzekłam i spojrzałam na osobę, która mnie zatrzymała. Był to Sasuke. - Czego chcesz? - zapytałam, ale nie doczekałam się odpowiedzi, ponieważ zemdlałam. Ostatnie co widziałam, to jego czarne oczy.

Obudził mnie blask słońca. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Zauważyłam, że nie jestem w swoim pokoju.
- Gdzie ja jestem? - szepnęłam. Ściany były białe. Prawie tu nic nie było, tylko łóżko, jakaś szafka i krzesło.
- Już się obudziłaś? - powiedział ktoś, wchodząc do pomieszczenia. Tym kimś okazał się Sasuke. - Jak się czujesz? - zapytał z uśmiechem.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam.
- W szpitalu. - odpowiedział. "Co ja tu robię?" - Zemdlałaś. Nie pamiętasz? 
- Pamiętam. Tak mi się wydaje. - powiedziałam.
- A więc jak się czujesz? - spojrzałam na niego.
- Dobrze... - przypomniałam sobie co mi zrobił.


- Przyniosłem Ci 3-bita. Wiem, jak bardzo go lubisz. - uśmiechnął się i podał mi batonika.
- Dzięki. - powiedziałam ozięble. 
- Przepraszam. - powiedział po chwili.
- Za co? - zapytałam, nie wiedząc w ogóle o co mu chodzi.

- Za to, że nie starałem się abyś mnie pokochała, kiedy powiedziałaś, że mnie nie kochasz. - rzekł i złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na nasze dłonie. 
- Nie musisz nic mówić po prostu zakochaj się we mnie. - spojrzałam się na niego i wtedy nasze spojrzenia się spotkały.
- Ja... - uświadomiłam sobie, że to wszystko jest tak jak w moich snach. To była moja przyszłość? Ale czemu mi się to śniło? Może chciało, abym była z Sasuke? Uśmiechnęłam się. Nie wiem czy te sny chciały, żebym była z Sasuke, ale ja bardzo chcę być z nim.
- Czemu się uśmiechasz tak zadziornie? - zapytał, przywracając mnie tym na ziemię.
- Kocham Cię. - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
- Myślałem, że mnie nie kochasz. 
- Powiedziałam to pod wpływem chwili. - uśmiechnęłam się, natomiast Sasuke usiadł na łóżku i zaczął mnie namiętnie całować. Oddawałam każdy jego pocałunek.
- Brakowało mi Twoich pocałunków. - przerwał pocałunki.
- Przecież tylko raz się całowaliśmy. 
- I tym jednym pocałunkiem sprawiłaś, że będę już tylko Twój. - powiedział i zaczął mnie znów całować.
************************
Mam nadzieję, że się wam podoba :D
Kolejna jednopartówka pojawi się jak jakiś fajny pomysł wpadanie mi do głowy.
Do zobaczenia ;3




niedziela, 17 marca 2013

Sen cz.1

Impreza.
Alkohol.
Taniec.
Zabawa.
Romans.
Tańczyłam całą noc. Piłam. I co najważniejsze świetnie się bawiłam. Wracałam właśnie do domu ciemnymi uliczkami Tokio, ledwo trzymając się na nogach.
- Jaka laska. - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i uśmiechnęłam.
- Dzięki. - cmoknęłam ustami.
- Zabawimy się? - zapytał jeden. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam się na niego uwodzicielsko.
- Nie. - odpowiedziałam i śmiejąc się odeszłam.
- Nie kpij sobie ze mnie. - szarpnął mnie za ramię.
- Ale ja to lubię. - przejechałam palcem po jego klatce piersiowej.
- Chodź. - zaczął ciągnąć mnie w nieznaną mi stronę.
- Nie. - zaczęłam sie wyrywać. - Pomóż mi. - zawołałam do chłopaka, który akurat przechodził.
- Puście ją. - powiedział od niechcenia.
- Nie. - odpowiedział ten, który mnie trzymał.
- Tak. - odezwałam się i za to zostałam ukarana, a mianowicie dostałam z liścia w policzek. Złapałam się za bolące miejsce. - Ty gnoju. - powiedziałam wściekła i uderzyłam go w czułe miejsce, po czym zaczęłam uciekać. W butach na obcasach było to trudne, więc je zdjęłam.
- Zaczekaj. - usłyszałam, a chwile później poczułam, że ktoś mnie zatrzymuje.
- Zostaw mnie. - rzekłam i spojrzałam na osobę, która mnie zatrzymała. Był to ten chłopak, którego prosiłam o pomoc. - Czego chcesz? - był ode mnie trochę wyższy.
- Niczego. - powiedział, a mi zaczęło się robić ciemno przed oczami. Ostatnie co widziałam, to jego oczy.
***
Bip, bip, bip...
"Cholerny budzik' pomyślałam i wyłączyłam go. Podniosłam się do pozycji siedzącej. "Znowu ten sam sen." Przetarłam oczy i zeszłam z łóżka. Powędrowałam do łazienki, biorąc ze sobą jakieś ciuchy. Kiedy byłam już w łazience zdjęłam piżamę oraz bielizne. Weszłam do kabiny i odkręciłam wodę. Po moim ciele zaczęły lecieć ciepłe kropelki wody.
Tak w ogóle nazywam się Sakura Haruno i mam 16 lat. Moje włosy są koloru różowego, a oczy zielonego. Od kiedy ukończyłam szesnastkę zaczęłam mieć cały czas ten sam sen. Nie mam pojęcia co on oznacza, ale mam nadzieję, że się wkrótce dowiem.
Zakręciłam wodę i wyszłam. Wytarłam się puchowym ręcznikiem. Później założyłam na siebie czystą bieliznę, a na to ciuchy, które wzięłam ze sobą z pokoju, czyli dżinsowe spodnie i szarą bokserkę z serduszkiem. Włosy wysuszyłam i rozczesałam. Były one długie, bo, aż do pępka. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do kuchni, żeby zjeść jakieś śniadanie. Uszykowałam sobie kanapki z serem. Zjadłam je szybko. I po raz pierwszy tego ranka spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7:23. Poszłam do swojego pokoju i zabrałam swoją torbę, po czym znowu zeszłam na dół. Założyłam buty oraz skórzaną kurtkę i wyszłam z domu, zamykając go. Szłam powoli. Lubiłam to. Cisza, to coś co kocham. Nienawidzę jak jestem w środku zainteresowania.
Po paru minutach doszłam do szkoły. Byłam w niej piersza z uczniów. Udałam się do klasy. Kiedy już w niej byłam usiadłam na swoje miejsce i czekałam na resztę.
***
Koniec lekcji. Wyszłam z budynku zwanym szkołą i udałam się w stronę domu. Było nawet ciepło. Wreszcie czułam, że już za niedługo wakacje, bo za jakiś miesiąc.
Weszłam do domu i zdjęłam buty.
- Sakura! - usłyszałam moją mamę.
- Co?! - odkrzyknęłam.
- Chodź do mnie! Jestem w kuchni!
- Już, już! - zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na swoje miejsce. - O co chodzi? - zapytałam, wchodząc do kuchni.
- Dzisiaj przychodzą do nas goście. Masz się ładnie ubrać i o 7 pojawić się na kolacji. - wytłumaczyła.
- Dobrze, dobrze. - pocałowałam ją w policzek i poszłam do swojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 16:52. Odrobiłam lekcję i się trochę pouczyłam. O osiemnastej zaczęłam się przygotowywać do kolacji. Założyłam na siebie różową sukienkę, a na to żakiet. (KLIK) Włosy wyprostowałam. Spojrzałam na swoje odbiecie w lustrze. "Ślicznie."pomyślałam. Postanowiłam, że zejde na dół i pomogę w czymś mamie.
- Mamo, pomóc Ci w czymś? - zapytałam, wchodząc d kuchni.
- Nakryj do stołu. - powiedziała i pokazała mi na talerze, sztuczce itd.
- Oki. - wzięłam się do roboty. Po chwili stół był już nakryty. Wróciłam do kuchni. - A tak w ogóle kto przychodzi?
- Państwo Uchiha z synami. - odpowiedziała. "Nie znam ich." - Ślicznie wylądasz. - powiedziała z uśmiechem patrząc na mnie.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się. - Ty też mamuś wyglądasz ślicznie. - przytuliłam ją.
Chociaż jestem jedynaczką to nie jestem rozkapryśniona i na dodatek mam bardzo dobry kontakt z rodzicami. Cieszę się, że mam takich rodziców, którzy w pełni mi ufają.
- Moje dwie ślicznotki. - rzekł mój tata, wchodząc do kuchni. Odkleiłam się od mamy i uśmiechnęłam się do niego. Natomiast on pocałował swoją żonę przelotnie w usta.
Dzwonek do drzwi.
- Pójde otworzyć. - oznajmił tata i wyszedł z kuchni otworzyć drzwi. A ja i mama skierowałyśmy się do jadalni. Czekałyśmy chwile zanim się pojawili.
- Dobry wieczór. - powiedziałam razem z mamą uśmiechając się.
- Dobry wieczór. - również się przywitali. Moim oczą ukazał się chłopak ze snu... Stałam zamurowana patrząc się na niego.
- Jestem Itachi, a to mój brat Sasuke. - powiedział długowłosy chłopak, którego wczesniej nie zauważyłam.
- S-Sakura. Miło mi was poznać. - uśmiechnęłam się.
- Nam rownież. - odezwał się Sasuke, czyli chłopak ze snu.
- Siadajcie. - powiedziała moja mama. Na moje nieszczęście miejsce obok mnie zajął Sasuke. Całą kolację siedziałam cicho, tylko czasami odpowidałam na jakieś pytania, które zadawali mi państwo Uchiha.
Po kolacji nasi rodzice kazali nam ze sobą pogadać, więc poszliśmy do mojego pokoju. Starałam się być normalna.
- To tutaj. - powiedziałam, wchodząc do mojego pokoju.
- Przytulny. - rzekł Itachi z usmiechem. Natomiast Sasuke usiadł na łóżku.
- Wygodny. - powiedział. - Musi się fajnie na nim....
- Sasuke. - przerwał mu Itachi. - Możesz chociaż raz o tym nie wspominać? - zapytał.
- Mógłbym, ale wtedy by nie było zabawy. - spojrzał na mnie. "Zboczeniec"pomyślałam. - Usiądź obok mnie. - poklepał miejsce obok siebie.
- Dzięki, ale wolę zostać w tej odległości od Ciebie. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. "Czemu akurat on musi mi się śnić?"
- Jak chcesz. - położył się na moim łóżku. - Ale czemu się tak wczesniej we mnie wpatrywałaś?
- Wydawało mi sie, że kiedys Cię już widziałam. - odpowiedziałam.
- A widzieliśmy się?
- Możliwe. - uśmiechnął się.
- Sakura, chodzisz jeszcze do liceum? - zapytał  Itachi.
- Tak, do pierwszej klasy, a Wy?
- Ja studiuje. - rzekł starszy brat.
- Ostatni rok liceum.
- A co studiujesz Itachi? - zapytałam ciekawa.
- Prawo.
- Aha. - uśmiechnęłam się przyjacielsko.
I tak jakaś godzina nam minęła na gadaniu. Pożegnałam się z nimi oraz z ich rodzicami. Kiedy odjechali wróciłam do swojego pokoju i przebrałam się w piżame. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Sprawdziłam facebook'a. Po jakiś 15 minutach wyłączyłam go i odłożyłam na swoje miejsce. Po czym wróciłam do łóżka, przykryłam się kołdrą i zaczęłam rozmyślać. Co oznacza to, że się wreszcie spotkalismy? I dlaczego musi on być takim zboczeńcem? Już wolę jego brata. O wiele, wiele bardziej wolę Itachi'ego.
Kołdra pachniała męskimi perfumami? A no przecież Sasuke leżał cały czas na moim łóżku. Pachnie tak wspaniale... Zasnęłam rozkoszując się tym zapachem.
***
Obudził mnie blask słońca. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Zauważyłam, że nie jestem w swoim pokoju.
- Gdzie ja jestem? - szepnęłam. Ściany były białe. Prawie tu nic nie było, tylko łóżko, jakaś szafka i krzesło.
- Już się obudziłaś? - powiedział ktoś, wchodząc do pomieszczenia. Tym kimś okazał się Sasuke. - Jak się czujesz? - zapytał z uśmiechem.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam.
- W szpitalu. - odpowiedział. "Co ja tu robię?" - Zemdlałaś. Nie pamiętasz? - "Ten sen..."
- Pamiętam. Tak mi się wydaje. - powiedziałam.
- A więc jak się czujesz? - spojrzałam na niego.
- Dobrze... - pachniał inaczej i zachowywał się inaczej niż na kolacji. Nie jest już takim zboczeńcem. Chyba...
***
Bip, bip, bip...
Otworzyłam oczy i wyłączyłam budzik. Usiadłam na łóżku, dotykając nogami podłogi. "Inny sen..." Uśmiechnęłam się. Dawno nie miałam jakiegoś innego snu. Tak się cieszę.
Dzień minął mi szybko. Nie mogę się doczekać, aż będę miała jakiś nowy sen. Odrobiłam szybko lekcje. Zjadłam kolacje. Umyłam się. I wreszcie ten sen, którego tak bardzo pragnęłam.
***

Obudził mnie blask słońca. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Zauważyłam, że nie jestem w swoim pokoju.
- Gdzie ja jestem? - szepnęłam. Ściany były białe. Prawie tu nic nie było, tylko łóżko, jakaś szafka i krzesło.
- Już się obudziłaś? - powiedział ktoś, wchodząc do pomieszczenia. Tym kimś okazał się Sasuke. - Jak się czujesz? - zapytał z uśmiechem.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam.
- W szpitalu. - odpowiedział. "Co ja tu robię?" - Zemdlałaś. Nie pamiętasz? - "Ten sen..."
- Pamiętam. Tak mi się wydaje. - powiedziałam.
- A więc jak się czujesz? - spojrzałam na niego.
- Dobrze... - pachniał inaczej i zachowywał się inaczej niż na kolacji. Nie jest już takim zboczeńcem. Chyba...
***
"To ten sam sen."pomyślałam i wstałam. Dzisiaj jest sobota. Nie mam zielonego pojęcia co będę robić.

- Sakura! - krzyknęła moja mama. - Chodź na dół!
- Już! - odkrzyknełam i powoli zeszłam na dół. - O co chodzi, mamo? - zapytałam, wchodząc do salonu.
- Masz gości. - pokazała na kanape, spojrzałam tam. Siedział tam Sasuke i Itachi. "Co oni tu do cholery robią?"
- Co wy tu robicie? - zapytałam.
- Postanowiliśmy zabrać Cię na plaże. - powiedział Itachi.
- To dobry pomysł, Sakurcia. Idź. - powiedziała moja mama.
- Nie, dzieki. - rzekłam i odwróciłam się, żeby wyjść z salonu.
- Jest ładna pogoda. No chodź. - ponowił próbę Itachi.
- Nie. - odpowiedziałam. Nie lubiłam takich wypadów, a zwłaszcza z osobami, których w ogóle nie znam.
- Masz zamiar siedzieć cały dzień w domu? Skoro jest taka ładna pogoda, to chodź z nami. Będzie fajnie. - powiedział Sasuke. "Zmienił się od wczorajszego wieczoru?"
- No dobra. - zgodziłam się.
- Widzisz, mówiłem Ci, że to podziała. - powiedział do brata. - Będzie fajnie. - puścił mi oczko.
- Zmieniłam zdanie, jednak zostaje w domu. - powiedziałam.
- Ej, obiecałaś, że pójdziesz. - powiedział Itachi. - A obietnic się nie łamie.
- Okej. - westchnęłam i wróciłam do pokoju, aby się spakować. Na siebie załozyłam różowy top na ramiączkach i dżinsowe szorty. Na nogi założyłam brązowe koturny, a włosy związałam w koka. (KLIK) Na głowe założyłam okulary i wzięłam torbę, po czym zeszłam na dół.
- Idziemy? - zapytałam. Obydwaj spojrzeli się na mnie. Ich wzrok przeszywał mnie na wylot. Odkrząchnęłam.
- Co? - zapytał Sasuke.
- Idziemy? - powtórzyłam pytanie.
- Ah, tak. - rzekł Itachi i wziął ode mnie torbę. Skierowaliśmy się do jego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera.
- Ej, ja tam siedzę Itachi. - rzekł Sasuke.
- Dziewczyny mają pierwszeństwo. - odrzekł. Usiadłam na miejscu.
- W takim razie ja prowadzę. - rzekł Sasuke i zajął szybko miejsce kierowcy.
- Ej, ja prowadzę. - powiedział wściekły Itachi.
- Siadaj z tyłu jeżeli chcesz jechać. - pokazał mu język i włączył silnik. Itachi nie miał wyboru i zajął miejsce z tyłu. Zaśmiałam się. - Z czego się śmiejesz? - zapytał Sasuke.
- Z was. - uśmiechnęłam się. Nie odpowiedział nic, tylko zaczął jechać.
*******************************
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Część druga powinna ukazać się za niedługo ;3