wtorek, 25 grudnia 2012

Wpadka cz. 2



***
Dwa tygodnie później. Wracałam wraz z Hinatą ze szkoły przez park.
- Jak ona mogła mi wstawić pałe?! Ta… gnojówa.
-  Wszyscy dostali pałe, więc się nie martw.
- Ale ja napisałam wszystko dobrze. Wiem o tym.
- No dobrze, dobrze. – poczochrałam jej włosy.
- Sakura. – pokazałam jej język.
- Przepraszam. – przerwał nam męski głos. Spojrzałyśmy w tamtą strone i zamarłam.
- Tak? – zapytała Hinata.
- Gdzie jest kawiarnia „Płomyk” ? – obok niego stał Sasuke.
- Sasuke? – rzekłam.
- O, znasz tą dziewczynę? – zapytał jego kolega.
- Chyba… - odpowiedział.
- On jest ułomny, więc może ty mi powiesz skąd go znasz?
- Nie jestem ułomny. – warknął zły Sasuke.
- Poznaliśmy się na jednej z imprez. – odrzekłam.
- Twój kolega ją wykorzystał, a ona musi teraz za to płaci. – dopowiedziała Hinata.
- Teraz sobie ciebie przypomniałem. – powiedział Sasuke do mnie.
- I co nie wstyd ci? – zapytała Hinata.
- Nie.
- Dobra, może skończmy już tą konwersacje. – rzekł jego kolega. – Miło było was poznać. Do zobaczenia.
- Pa. – powiedziałam.
- Co za kretyn. – rzekła granatowłosa kiedy odeszli.
- Wiem. Chodźmy.
Naprawdę jak ja mogłam wyjść z nim z klubu. I czemu się nie odzywałam? Stałam tam jak głupia. Eh.
- Do jutra.– rzekła Hinata w miejscu, gdzie zawsze się rozdzielałyśmy. – I bądź grzeczna. – dodała w stronę mojego brzucha.
- Pa. – pocałowałam ją w policzek.
- A i dowiedz się wreszcie czy to chłopiec czy dziewczynka.
- No dobrze.
- Naprawdę? Tak się ciesze. – ucieszyła się Hinata. – Jak się dowiesz to napisz m esa. – uśmiechnęła się i poszła w swoim kierunku.
Sama byłam ciekawa kto jest w moim brzuchu. Wcześniej się bałam. Tak, wiem to głupie. Skierowałam się do domu, aby potem z mamą pójść do lekarza.
***
„Córeczka” pomyślałam, kiedy wyszłyśmy od lekarza.
- Mamo, słyszałaś mam córeczke. – mówiłam podekscytowana.
- Ciesze się, kochanie. – przytuliła mnie. – Chodźmy, bo tata zaraz wróci i się wkurzy jeżeli nie będzie miał na stole jedzenia.
- Dobrze. – poszłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu.
***
Przed chwilą powiedziałam Hinacie i reszcie dziewczyn, że mam córeczke, ucieszyły się ogromnie. Cieszę się, że mam je przy sobie.
***
- Saki, spójrz na tą bluzke. – pokazałam mi Ino różową bluzke z Hello Kitty.
- Śliczna. – uśmiechnęłam się.
- Chodź, odwiozę Cię.
- Umówiłaś się z Sai’em, prawda?
- Tak. – uśmiechnęła się promienie przypominając sobie o czarnowłosym.
- Idź, ja sobie jeszcze pooglądam jakieś ciuszki. – uśmiechnęłam się.
- Nie zostawię Cię samą.
- Idź i nie wkurzaj kobiety w ciąży. – zagroziłam.
- No dobrze, ale na pewno sobie poradzisz? – dopytywała się.
- Zaraz coś ci naprawdę zrobię.
- Dobra, dobra. Papa. – pocałowała mnie w policzek i wyszła ze sklepu. Westchnęłam i położyłam ręke na brzuchu, poczym zaczęłam dalej przeglądać ciuchy.
Po 20 minutach wyszłam ze sklepu i postanowiłam zjeść lody. Skierowałam się do lodziarni, która znajdowała się w centrum handlowym.  Zasiadłam na wolnym miejscu przy ścianie. Po chwili podszedł do mnie kelner.
- Co podać? – zapytał.
- Poproszę „Lodową niespodziankę w czekoladzie”.
- Już się robi, Sakuro. – spojrzałam na niego. Dziwiło mnie skąd zna moje imię. Przyglądałam się jego twarzy, próbując sobie przypomnieć kto to jest. To był ten kolega Sasuke z parku.
- Pracujesz tutaj? – zapytałam.
- Jak widać. – rzekł i odszedł. Rozejrzałam się po lokalu miejąc nadzieję, że nie ma tutaj Sasuke. Tym razem szczęście było po mojej stronie.
- Proszę, na mój koszt. – powiedział, kładąc na mój stół lody i siadając naprzeciwko mnie.
- Nie musisz. Sama zapłacę.
- To jest rekompensata za mojego brata.
- Brata?
- Tak, Sasuke jest moim bratem. – dopiero teraz zauważyłam podobieństwo między nimi.
- I myślisz, że lody zrekompensują to, że nosze jego dziecko, a on nawet się nim nie interesuje. – powiedziałam wściekła.
- Przepraszam. – powiedział.
- To ja przepraszam. – rzekłam po chwili, bo przecież to nie jego wina, że jego brat taki jest. –  I … z chęcią przyjme te lody. – uśmiechnęłam się, biorąc do ręki łyżeczke i zajadając się lodami.
- Smacznego. – uśmiechnął się i wstał wracając do swojej pracy.
Widać, że się różnią. I to bardzo. Kiedy już zjadłam lody, wzięłam torebke i wyszłam, wpadając przy tym na kogoś.
- Przepraszam. – wymamrotałam, łapiąc się za brzuch.
- Nie, to ja bardzo przepraszam. – powiedział jakiś męski głos. Podniosłam głowę do góry. Przede mną stał Sasuke. Kiedy skapnął się, że to ja zadrżał. – Bądź ostrożniejsza. – powiedział po chwili z uśmiechem i wszedł do lodziarni.
Czy mi się wydaje, czy on się zmienił? Nie, to nie może być prawda. Nikt tak się szybko nie zmienia.
- Wszystko w porządku? – zapytał jakiś mężczyzna.
- Tak, dziękuję. – odrzekłam z uśmiechem i skierowałam się do wyjścia z centrum.
Już 10 minut czekałam aż wreszcie przyjedzie jakaś taksówka. Byłam już z lekka wkurzona.
- Sakura? – spojrzałam na osobe, która wypowiedziała moje imię. Był to Itachi, a obok niego stał ojciec mojej córeczki.
- Tak? – spytałam z uśmiechem na ustach.
- Co tak stoisz na zimnie?
- Czekam, aż przyjedzie jakaś taksówka. – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Odwiózłbym Cię, ale musze coś jeszcze załatwić.
- Nic się nie stało. Naprawdę. Poczekam.
- Sasuke, może byś ją odwiózł? – skierował się do swojego brata.
- Nie trzeba. – wtrąciłam się. – O, patrzcie. Przyjechała. – wskazałam na taksówke, która stanęła niedaleko nas. – Pa. – uśmiechnęłam się i skierowałam w jej strone.
***
- Wróciłam! – krzyknęłam, zamykając drzwi frontowe.
- Sakura, chodź do kuchni! – odkrzyknęła moja mama. Kiedy się rozebrałam, weszłam do kuchni.
- Co chciałaś?
- Ktoś przysłał ci kwiaty. – pokazała na bukiet róż stojący na stole.
- Ciekawe kto by przysłał bukiet róż dziwce w ciąży. – skomentował tata. Puściłam to mimo uszu. Jak zawsze, żeby znów nie rozpoczęła się jakaś kłótnia.
- Sprawdź od kogo. – rozkazała mama.
- Dobrze, dobrze. – wzięłam do ręki liścik, który był przyczepiony do jednego z kwiatów. Otworzyłam i przeczytałam jego zawartość.
Przepraszam Cię za wszystko. Naprawdę. Chciałbym się spotkać, żebyśmy wszystko sobie wyjaśnili. Jutro w lodziarni mojego brata – wiesz gdzie to jest – o 15:00. Będę czekał.
                                                                                                                        - Sasuke”
Ciekawe co chce on wyjaśniać?! Wyjaśnił mi już wszystko w klubie! Debil … .
- Od kogo?
- Nieważne. – rzekłam i udałam się do swojego pokoju. Oczywiście biorąc ze sobą liścik, bo jak znam moją mamę przeczytałaby go.
***
Następnego dnia, dokładnie o 15:00 weszłam do lodziarni, szukając młodego bruneta. Poszłam tam tylko z ciekawości, co ma mi jeszcze do powiedzenia. Znalazłam go. Siedział przy stole, tam gdzie ja wczoraj. Westchnęłam i podeszłam do niego. Kiedy mnie zauważył wstał jak na dżentelmena wypadało, ale od dawna nie jest już dla mnie dżentelmenem.
- Hej. – powiedział uśmiechając się.
- Co chciałeś mi wyjaśnić? – spytałam siadając, po chwili i on zajął swoje miejsce.
- Chodzi o nasze dziecko.
- Myślałam, że nie chcesz mieć z nią nic wspólnego. – powiedziałam.
- Tak było na początku… Ale mój ojciec przed śmiercią powiedział, że mam znaleźć sobie dziewczynę i wreszcie przestał żyć tak jak teraz…
- I myślisz, że ja będę twoją dziewczyną? – przerwałam.
- Nie, jest jeszcze coś innego. Chciał, żebym był chociaż dla jednego dziecka prawdziwym ojcem. I Ty byłaś ostatnia, więc trafiło na ciebie i nasze dziecko.
Kiedy już skończył zaczęłam sobie układać w głowie to co powiedział. Chce być ojcem dla mojej… naszej córeczki? Westchnęłam.
- Masz prawo.
- Dziękuję. Obiecuję, że będę najlepszym ojcem dla niego.
- Dla niej. – poprawiłam go. – I nie obiecuj czegoś czego nie jesteś pewien.
- Będę. – powiedział z poważną miną. – Jak ma na imię?
- Jeszcze nie wymyśliłam. – uśmiechnął się.
***
Sasuke postanowił mnie odwieźć, więc teraz siedziałam w jego samochodzie. Mijaliśmy mieszkańców Tokio.
- To tu? – pokazał palcem na mój dom.
- Tak, dziękuję.
- To ja dziękuję. – uśmiechnął się. Odwzajemniłam go i wysiadłam z samochodu, żegnając się.
- Cześć. – powiedział, kiedy zamykałam drzwi. Stał na podjedzie dopóki nie weszłam do przedpokoju. Uśmiechnęłam się do siebie samowolnie.
- Kto to był?! – przestraszył mnie tata, który stał za mną.
- Kolega. – nie skłamałam, po prostu nie powiedziałam mu wszystkiego.
- Ta, jasne. Pewnie Ci zapłacił za …
- Przestań! – przerwałam mu.
- Nie przerywaj mi, dziwko! – podniósł palec w stronę mojej twarzy.
- A ty się w końcu zamknij! – nie wytrzymałam. Chciałam mu powiedzieć co o nim myśle, ale uderzył … uderzył mnie w policzek. Odruchowo złapałam się za piekący policzek. – Skurwiel! – nie wierze, że to wykrzyknęłam.
- Wynocha! – otworzył drzwi i popchnął mnie na zewnątrz. – I nie wracaj tu nigdy więcej! – zamknął drzwi.
- A moje ciuchy?!
- Są za moje pieniądze! – krzyknął zza drzwi. Odwróciłam się i poczłapałam tam gdzie zawsze, czyli do Hinaty. Już któryś raz pukam do drzwi mając nadzieję, że jednak nie usłyszeli wcześniejsze pukanie. Na co ja licze? Przecież nie mają zapalonego światła, a jest dopiero 19, więc na pewno nie śpią.
- Gdzie ja teraz pójde? – szepnęłam. Na pewno nie wróce do domu. Zaczęłam kierować się w strone sobie nie znaną. Naciągnęłam bardziej czapke i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Co ty tutaj robisz? – znowu się przestraszyłam i odskoczyłam od jezdni. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam Sasuke, jadącego powoli samochodem.
- Idę. – odpowiedziałam.
- A mogę wiedzieć gdzie?
- Nie mam pojęcia. – i z niewiadomych mi przyczyn rozpłakałam się.
- Czemu płaczesz? – zapytał spanikowany Sasuke.
- Nie wiem.
- Czy to się wiąże z tym gdzie idziesz? – stanęłam i złapałam się za twarz. – Sakura? Sakura? – nie odpowiadałam. Usłyszałam zamykane drzwi od samochodu, a potem poczułam, że ktoś mnie przytula. Sasuke? Sasuke mnie przytula? – Ciii. – otworzyłam oczy. Tak, Sasuke mnie przytulał i do tego pocieszał.
- Sasuke? – wyszeptałam.
- Chodź do samochodu. Jest tam cieplej. – powiedział i złapał mnie za dłoń i zaczął ciągnąc w stronę drzwi pasażera. Otworzył je i pomógł mi wejść. Poczym je zamknął, a sam przebiegł do drzwi kierowcy.
- Opowiesz mi co się stało? – zapytał kiedy usiadł. Kiwnęłam głową i opowiedziałam mu wszystko to co się stało kiedy pojechał. – Przykro mi. – szepnął ze smutkiem. – Masz gdzie spać? – zapytał również szeptem.
- Nie. – spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Kto to był? Gdzie podział się ten Sasuke, który drwił ze mnie w klubie.
- Może chcesz się zatrzymać u mnie? – otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to zaproponował.
- Nie, dziękuję.
- Proszę, chce ci w ten sposób podziękować, że zgodziłaś się, żebym był prawdziwym ojcem dla naszej córki. – kiwnęłam głową na „nie”.
- Proszę. – znowu kiwnęłam.
- Proszę.
- Nie.
- Proszę, proszę, proszę.
- No dobrze.
- Nie trzeba cię długo prosić. – uśmiechnął się i zapalił silnik.
***
Po paru minutach dotarliśmy na miejsce. Sasuke otworzył drzwi i podał mi dłoń, by mi pomóc. Chętnie skorzystałam z jego pomocy. Zamknął drzwi i skierowaliśmy się do jednego z wieżowców. Kiedy byliśmy już pod klatką wyciągnął klucze z kieszeni i otworzył nimi drzwi. Weszliśmy znów do ciepła. Sasuke nacisnął na guzik, aby winda przyjechała. Kiedy przyjechała puścił mnie przodem, a potem nacisnął guzik z numerem 5. Czyli, że mieszka na piątym piętrze? Nieźle.
- Jak się czujesz? – zapytał.
- Cóż, nawet dobrze. – uśmiechnęłam się i w tym samym momencie otworzyły się drzwi.
- Proszę. – przepuścił mnie znowu przodem.
- A teraz gdzie?
- W prawo i drugie po lewej.
- Te? – pokazałam palcem.
- Tak. – kluczami, które cały czas trzymał w ręcach otworzył drzwi. Tym razem wszedł pierwszy i zapalił światło. Weszłam za nim i zamknęłam drzwi. Rozejrzałam się było bardzo przytulnie. Bynajmniej tak się na razie wydaje.
- Chcesz coś do zjedzenia? – zapytał, idąc chyba do kuchni.
- Tak. – powiedziałam i podążyłam za nim. Miałam rację szedł do kuchni.
- Kanapki? – kiwnęłam głową tym razem na „tak”. – Siadaj. – pokazał na stół wokół którego były cztery krzesła. Usiadłam. Po jakiś 5 minutach ciszy, postanowił pod moim nosem pare kanapek.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się. Sasuke zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Smacznego. – rzekł i zabrał się do jedzenia.
- Smacznego. – odrzekłam i również zabrałam się do jedzenia.
Po skończonym posiłku pomogłam Sasuke pozmywać naczynia.
- Zaraz wracam. – rzekł i zniknął w głębi domu. Zmęczona usiadłam na krześle i czekałam, aż czarnowłosy wróci. – Masz. – rzucił we mnie czymś.
- Co to? – zapytałam, biorąc do ręki ową rzecz. Okazała się to być czarna bluzka.
- Bluzka, żebyś miała w czym spac. – racja. Przecież nie mam żadnych ciuchów.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się. – Gdzie jest łazienka?
- Obok pokoju.
- Okej. – powiedziałam i wstałam, łapiąc się za brzuch. Skierowałam się tak jak wcześniej Sasuke w głąb. Kiedy znalazłam pokój skierowałam się do łazienki. Kiedy do niego weszłam wykonałam wszystkie czynności, by potem móc założyć na siebie bluzke od bruneta. Była krótka, bo nie zakrywała mi nawet dupy, ale co się dziwić to przez mój brzuch. Pachniała jakimiś męskimi perfumami. Pewnie Sasuke. Wyszłam z niej i skierowałam się z powrotem do kuchni. Kiedy weszłam czarne tęczówki przypatrywały mi się.
- Trochę krótka.
- Racja.
- To teraz ja ide skorzystać z łazienki. – powiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam. Nie czekałam na niego zbyt długo. Może jakieś 2 minuty.
- Idziemy spać? – zapytał, spoglądając na zegarek. Spojrzałam na niego. Wskazywał 23:30. W ogóle nie czułam się zmęczona.
- Tak. – odpowiedziałam, kiedy powtórzył pytanie.
- Śpisz tutaj. – pokazał na łóżko w swoim pokoju. – A ja na kanapie w salonie.
- Okej.
- Dobranoc. – uśmiechnął się i poszedł do salonu.
- Dobranoc.
Przez następne dni, tygodnie zbliżyliśmy się do siebie i to bardzo. Staliśmy się przyjaciółmi. Ufaliśmy sobie i mówiliśmy sobie o wszystkim. Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień narodzin naszej córeczki – Ayumi.
- Z czym chcesz naleśniki? – zapytał Sasuke, smażąc na patelni ciasto.
- Z dżemem. – odpowiedziałam.
- Już się robi.
- Sasuke… - zaczęłam po chwili.
- Co jest? – zapytał nie odwracając wzroku od patelni.
- Odeszły mi wody. – poinformowałam go. – Ja rodzę. – powiedziałam głośniej. Spojrzał na mnie, poczym wyłączył kuchenke, a patelnie odłożył do zlewu.
- Poczekaj, pójde po torbe. – powiedział szybko i zniknął w głębi domu. – Chodź. – wziął mnie pod pache i pomógł wyjść z domu, a potem z bloku. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę szpitala.
- Zaraz będziemy. – powiedział, przyśpieszając. Jeknęłam z bólu. Zamknęłam oczy i starałam się nie myślec o bólu. – Ktoś może nam pomóc?! Ona rodzi! – krzyknął Sasuke. Otworzyłam szybko oczy i zobaczyłam, że jesteśmy już pod szpitalem, a Sasuke prosi o coś chyba pielęgniarza. – Chodź, kochanie. – powiedział i pomógł mi wysiąść.
- Niech pani się położy. – powiedział jeden z pielęgniarzy, pokazując na łóżko. Zrobiłam to co kazał.
- Ała! – jęknęłam. Ktoś złapał mnie za dłoń. Spojrzałam tam. Był to Sasuke. Uśmiechnęłam się blado, a po chwili znów jeknęłam.
Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Zemdlałam.
- Proszę pani! Proszę pani!
- Sakura obudź się. – otworzyłam oczy.
- Niech pani robi to co każe. – powiedział jakiś męski głos. Skinęłam lekko głową. – Niech pani pcha. – zrobiłam to. – Mocniej. – „Mocniej już nie mogę” pomyślałam.
Po kliku minutach pchania usłyszałam płacz dziecka.
- Udało się. – powiedział ten sam głos, który kazał mi pchać.
- Nareszcie. – szepnęłam i znowu zemdlałam.
Otworzyłam oczy i światło mnie poraziło. Zamrugałam kilka razy, aby się przyzwyczaić.
- Obudziłaś się. – powiedział mi tak dobrze znany głos.
- Sasuke. – uśmiechnęłam się. – A co z Ayumi?
- Jest zdrowa i taka śliczna jak jej mamusia.
- I pewnie jak jej tatuś. – ścisnęłam jego dłoń. – Kiedy będę mogła ją zobaczyć?
- Nawet teraz. – powiedział, wstając. I podszedł do łóżeczka. Wyciągnął z niego pewnie Ayumi. Wrócił do mnie i dał mi ją na ręce. Wzięłam ją, ale uważając, żeby jej czegoś nie zrobić. Przyjrzałam się jej. Miała czarne włosy tak jak Sasuke i zielone oczy tak jak ja. Rysy odziedziczyła ode mnie.
- Prześliczna. – skomentowałam.
- Wiem. – powiedział i znienacka pocałował mnie czule w usta. – Kocham cię.
- Ja ciebie też. – uśmiechnęłam się.

****************************************************************************
Przepraszam za jakiekolwiek błędy i za to, że to wszystko się tak szybko dzieje, ale no cóż już bardzo długo pisze tą jednopartówkę, więc chciałam już ją skończyc. 
Pozdrawiam. <3

2 komentarze: