***
Dwa
tygodnie później. Wracałam wraz z Hinatą ze szkoły przez park.
- Jak ona
mogła mi wstawić pałe?! Ta… gnojówa.
- Wszyscy dostali pałe, więc się nie martw.
- Ale ja
napisałam wszystko dobrze. Wiem o tym.
- No
dobrze, dobrze. – poczochrałam jej włosy.
- Sakura. –
pokazałam jej język.
-
Przepraszam. – przerwał nam męski głos. Spojrzałyśmy w tamtą strone i zamarłam.
- Tak? –
zapytała Hinata.
- Gdzie
jest kawiarnia „Płomyk” ? – obok niego stał Sasuke.
- Sasuke? –
rzekłam.
- O, znasz
tą dziewczynę? – zapytał jego kolega.
- Chyba… -
odpowiedział.
- On jest
ułomny, więc może ty mi powiesz skąd go znasz?
- Nie
jestem ułomny. – warknął zły Sasuke.
-
Poznaliśmy się na jednej z imprez. – odrzekłam.
- Twój
kolega ją wykorzystał, a ona musi teraz za to płaci. – dopowiedziała Hinata.
- Teraz
sobie ciebie przypomniałem. – powiedział Sasuke do mnie.
- I co nie
wstyd ci? – zapytała Hinata.
- Nie.
- Dobra,
może skończmy już tą konwersacje. – rzekł jego kolega. – Miło było was poznać.
Do zobaczenia.
- Pa. –
powiedziałam.
- Co za
kretyn. – rzekła granatowłosa kiedy odeszli.
- Wiem.
Chodźmy.
Naprawdę
jak ja mogłam wyjść z nim z klubu. I czemu się nie odzywałam? Stałam tam jak
głupia. Eh.
- Do
jutra.– rzekła Hinata w miejscu, gdzie zawsze się rozdzielałyśmy. – I bądź
grzeczna. – dodała w stronę mojego brzucha.
- Pa. –
pocałowałam ją w policzek.
- A i
dowiedz się wreszcie czy to chłopiec czy dziewczynka.
- No
dobrze.
- Naprawdę?
Tak się ciesze. – ucieszyła się Hinata. – Jak się dowiesz to napisz m esa. –
uśmiechnęła się i poszła w swoim kierunku.
Sama byłam
ciekawa kto jest w moim brzuchu. Wcześniej się bałam. Tak, wiem to głupie.
Skierowałam się do domu, aby potem z mamą pójść do lekarza.
***
„Córeczka”
pomyślałam, kiedy wyszłyśmy od lekarza.
- Mamo,
słyszałaś mam córeczke. – mówiłam podekscytowana.
- Ciesze
się, kochanie. – przytuliła mnie. – Chodźmy, bo tata zaraz wróci i się wkurzy
jeżeli nie będzie miał na stole jedzenia.
- Dobrze. –
poszłyśmy do samochodu i pojechałyśmy do domu.
***
Przed
chwilą powiedziałam Hinacie i reszcie dziewczyn, że mam córeczke, ucieszyły się
ogromnie. Cieszę się, że mam je przy sobie.
***
- Saki,
spójrz na tą bluzke. – pokazałam mi Ino różową bluzke z Hello Kitty.
- Śliczna.
– uśmiechnęłam się.
- Chodź,
odwiozę Cię.
- Umówiłaś
się z Sai’em, prawda?
- Tak. –
uśmiechnęła się promienie przypominając sobie o czarnowłosym.
- Idź, ja
sobie jeszcze pooglądam jakieś ciuszki. – uśmiechnęłam się.
- Nie
zostawię Cię samą.
- Idź i nie
wkurzaj kobiety w ciąży. – zagroziłam.
- No
dobrze, ale na pewno sobie poradzisz? – dopytywała się.
- Zaraz coś
ci naprawdę zrobię.
- Dobra,
dobra. Papa. – pocałowała mnie w policzek i wyszła ze sklepu. Westchnęłam i
położyłam ręke na brzuchu, poczym zaczęłam dalej przeglądać ciuchy.
Po 20
minutach wyszłam ze sklepu i postanowiłam zjeść lody. Skierowałam się do
lodziarni, która znajdowała się w centrum handlowym. Zasiadłam na wolnym miejscu przy ścianie. Po
chwili podszedł do mnie kelner.
- Co podać?
– zapytał.
- Poproszę
„Lodową niespodziankę w czekoladzie”.
- Już się
robi, Sakuro. – spojrzałam na niego. Dziwiło mnie skąd zna moje imię.
Przyglądałam się jego twarzy, próbując sobie przypomnieć kto to jest. To był
ten kolega Sasuke z parku.
- Pracujesz
tutaj? – zapytałam.
- Jak widać.
– rzekł i odszedł. Rozejrzałam się po lokalu miejąc nadzieję, że nie ma tutaj
Sasuke. Tym razem szczęście było po mojej stronie.
- Proszę,
na mój koszt. – powiedział, kładąc na mój stół lody i siadając naprzeciwko
mnie.
- Nie
musisz. Sama zapłacę.
- To jest
rekompensata za mojego brata.
- Brata?
- Tak,
Sasuke jest moim bratem. – dopiero teraz zauważyłam podobieństwo między nimi.
- I
myślisz, że lody zrekompensują to, że nosze jego dziecko, a on nawet się nim
nie interesuje. – powiedziałam wściekła.
- Przepraszam.
– powiedział.
- To ja
przepraszam. – rzekłam po chwili, bo przecież to nie jego wina, że jego brat
taki jest. – I … z chęcią przyjme te
lody. – uśmiechnęłam się, biorąc do ręki łyżeczke i zajadając się lodami.
-
Smacznego. – uśmiechnął się i wstał wracając do swojej pracy.
Widać, że
się różnią. I to bardzo. Kiedy już zjadłam lody, wzięłam torebke i wyszłam,
wpadając przy tym na kogoś.
-
Przepraszam. – wymamrotałam, łapiąc się za brzuch.
- Nie, to
ja bardzo przepraszam. – powiedział jakiś męski głos. Podniosłam głowę do góry.
Przede mną stał Sasuke. Kiedy skapnął się, że to ja zadrżał. – Bądź
ostrożniejsza. – powiedział po chwili z uśmiechem i wszedł do lodziarni.
Czy mi się
wydaje, czy on się zmienił? Nie, to nie może być prawda. Nikt tak się szybko
nie zmienia.
- Wszystko
w porządku? – zapytał jakiś mężczyzna.
- Tak,
dziękuję. – odrzekłam z uśmiechem i skierowałam się do wyjścia z centrum.
Już 10
minut czekałam aż wreszcie przyjedzie jakaś taksówka. Byłam już z lekka
wkurzona.
- Sakura? –
spojrzałam na osobe, która wypowiedziała moje imię. Był to Itachi, a obok niego
stał ojciec mojej córeczki.
- Tak? –
spytałam z uśmiechem na ustach.
- Co tak
stoisz na zimnie?
- Czekam,
aż przyjedzie jakaś taksówka. – powiedziałam zgodnie z prawdą.
-
Odwiózłbym Cię, ale musze coś jeszcze załatwić.
- Nic się
nie stało. Naprawdę. Poczekam.
- Sasuke,
może byś ją odwiózł? – skierował się do swojego brata.
- Nie
trzeba. – wtrąciłam się. – O, patrzcie. Przyjechała. – wskazałam na taksówke,
która stanęła niedaleko nas. – Pa. – uśmiechnęłam się i skierowałam w jej
strone.
***
- Wróciłam!
– krzyknęłam, zamykając drzwi frontowe.
- Sakura,
chodź do kuchni! – odkrzyknęła moja mama. Kiedy się rozebrałam, weszłam do
kuchni.
- Co
chciałaś?
- Ktoś
przysłał ci kwiaty. – pokazała na bukiet róż stojący na stole.
- Ciekawe
kto by przysłał bukiet róż dziwce w ciąży. – skomentował tata. Puściłam to mimo
uszu. Jak zawsze, żeby znów nie rozpoczęła się jakaś kłótnia.
- Sprawdź
od kogo. – rozkazała mama.
- Dobrze,
dobrze. – wzięłam do ręki liścik, który był przyczepiony do jednego z kwiatów.
Otworzyłam i przeczytałam jego zawartość.
„Przepraszam Cię za wszystko. Naprawdę.
Chciałbym się spotkać, żebyśmy wszystko sobie wyjaśnili. Jutro w lodziarni
mojego brata – wiesz gdzie to jest – o 15:00. Będę czekał.
- Sasuke”
Ciekawe co
chce on wyjaśniać?! Wyjaśnił mi już wszystko w klubie! Debil … .
- Od kogo?
- Nieważne.
– rzekłam i udałam się do swojego pokoju. Oczywiście biorąc ze sobą liścik, bo
jak znam moją mamę przeczytałaby go.
***
Następnego
dnia, dokładnie o 15:00 weszłam do lodziarni, szukając młodego bruneta. Poszłam
tam tylko z ciekawości, co ma mi jeszcze do powiedzenia. Znalazłam go. Siedział
przy stole, tam gdzie ja wczoraj. Westchnęłam i podeszłam do niego. Kiedy mnie
zauważył wstał jak na dżentelmena wypadało, ale od dawna nie jest już dla mnie
dżentelmenem.
- Hej. –
powiedział uśmiechając się.
- Co
chciałeś mi wyjaśnić? – spytałam siadając, po chwili i on zajął swoje miejsce.
- Chodzi o
nasze dziecko.
- Myślałam,
że nie chcesz mieć z nią nic wspólnego. – powiedziałam.
- Tak było
na początku… Ale mój ojciec przed śmiercią powiedział, że mam znaleźć sobie
dziewczynę i wreszcie przestał żyć tak jak teraz…
- I
myślisz, że ja będę twoją dziewczyną? – przerwałam.
- Nie, jest
jeszcze coś innego. Chciał, żebym był chociaż dla jednego dziecka prawdziwym
ojcem. I Ty byłaś ostatnia, więc trafiło na ciebie i nasze dziecko.
Kiedy już
skończył zaczęłam sobie układać w głowie to co powiedział. Chce być ojcem dla
mojej… naszej córeczki? Westchnęłam.
- Masz
prawo.
- Dziękuję.
Obiecuję, że będę najlepszym ojcem dla niego.
- Dla niej.
– poprawiłam go. – I nie obiecuj czegoś czego nie jesteś pewien.
- Będę. –
powiedział z poważną miną. – Jak ma na imię?
- Jeszcze
nie wymyśliłam. – uśmiechnął się.
***
Sasuke
postanowił mnie odwieźć, więc teraz siedziałam w jego samochodzie. Mijaliśmy
mieszkańców Tokio.
- To tu? –
pokazał palcem na mój dom.
- Tak,
dziękuję.
- To ja
dziękuję. – uśmiechnął się. Odwzajemniłam go i wysiadłam z samochodu, żegnając
się.
- Cześć. –
powiedział, kiedy zamykałam drzwi. Stał na podjedzie dopóki nie weszłam do
przedpokoju. Uśmiechnęłam się do siebie samowolnie.
- Kto to
był?! – przestraszył mnie tata, który stał za mną.
- Kolega. –
nie skłamałam, po prostu nie powiedziałam mu wszystkiego.
- Ta,
jasne. Pewnie Ci zapłacił za …
- Przestań!
– przerwałam mu.
- Nie
przerywaj mi, dziwko! – podniósł palec w stronę mojej twarzy.
- A ty się
w końcu zamknij! – nie wytrzymałam. Chciałam mu powiedzieć co o nim myśle, ale
uderzył … uderzył mnie w policzek. Odruchowo złapałam się za piekący policzek. –
Skurwiel! – nie wierze, że to wykrzyknęłam.
- Wynocha!
– otworzył drzwi i popchnął mnie na zewnątrz. – I nie wracaj tu nigdy więcej! –
zamknął drzwi.
- A moje
ciuchy?!
- Są za
moje pieniądze! – krzyknął zza drzwi. Odwróciłam się i poczłapałam tam gdzie
zawsze, czyli do Hinaty. Już któryś raz pukam do drzwi mając nadzieję, że
jednak nie usłyszeli wcześniejsze pukanie. Na co ja licze? Przecież nie mają
zapalonego światła, a jest dopiero 19, więc na pewno nie śpią.
- Gdzie ja
teraz pójde? – szepnęłam. Na pewno nie wróce do domu. Zaczęłam kierować się w
strone sobie nie znaną. Naciągnęłam bardziej czapke i skrzyżowałam ręce na
piersiach.
- Co ty
tutaj robisz? – znowu się przestraszyłam i odskoczyłam od jezdni. Spojrzałam w
prawo i zobaczyłam Sasuke, jadącego powoli samochodem.
- Idę. –
odpowiedziałam.
- A mogę wiedzieć
gdzie?
- Nie mam
pojęcia. – i z niewiadomych mi przyczyn rozpłakałam się.
- Czemu
płaczesz? – zapytał spanikowany Sasuke.
- Nie wiem.
- Czy to
się wiąże z tym gdzie idziesz? – stanęłam i złapałam się za twarz. – Sakura?
Sakura? – nie odpowiadałam. Usłyszałam zamykane drzwi od samochodu, a potem
poczułam, że ktoś mnie przytula. Sasuke? Sasuke mnie przytula? – Ciii. –
otworzyłam oczy. Tak, Sasuke mnie przytulał i do tego pocieszał.
- Sasuke? –
wyszeptałam.
- Chodź do
samochodu. Jest tam cieplej. – powiedział i złapał mnie za dłoń i zaczął
ciągnąc w stronę drzwi pasażera. Otworzył je i pomógł mi wejść. Poczym je
zamknął, a sam przebiegł do drzwi kierowcy.
- Opowiesz
mi co się stało? – zapytał kiedy usiadł. Kiwnęłam głową i opowiedziałam mu
wszystko to co się stało kiedy pojechał. – Przykro mi. – szepnął ze smutkiem. –
Masz gdzie spać? – zapytał również szeptem.
- Nie. –
spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Kto to był? Gdzie podział się ten Sasuke,
który drwił ze mnie w klubie.
- Może
chcesz się zatrzymać u mnie? – otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to
zaproponował.
- Nie,
dziękuję.
- Proszę,
chce ci w ten sposób podziękować, że zgodziłaś się, żebym był prawdziwym ojcem
dla naszej córki. – kiwnęłam głową na „nie”.
- Proszę. –
znowu kiwnęłam.
- Proszę.
- Nie.
- Proszę,
proszę, proszę.
- No
dobrze.
- Nie
trzeba cię długo prosić. – uśmiechnął się i zapalił silnik.
***
Po paru
minutach dotarliśmy na miejsce. Sasuke otworzył drzwi i podał mi dłoń, by mi
pomóc. Chętnie skorzystałam z jego pomocy. Zamknął drzwi i skierowaliśmy się do
jednego z wieżowców. Kiedy byliśmy już pod klatką wyciągnął klucze z kieszeni i
otworzył nimi drzwi. Weszliśmy znów do ciepła. Sasuke nacisnął na guzik, aby
winda przyjechała. Kiedy przyjechała puścił mnie przodem, a potem nacisnął
guzik z numerem 5. Czyli, że mieszka na piątym piętrze? Nieźle.
- Jak się
czujesz? – zapytał.
- Cóż,
nawet dobrze. – uśmiechnęłam się i w tym samym momencie otworzyły się drzwi.
- Proszę. –
przepuścił mnie znowu przodem.
- A teraz
gdzie?
- W prawo i
drugie po lewej.
- Te? –
pokazałam palcem.
- Tak. –
kluczami, które cały czas trzymał w ręcach otworzył drzwi. Tym razem wszedł
pierwszy i zapalił światło. Weszłam za nim i zamknęłam drzwi. Rozejrzałam się
było bardzo przytulnie. Bynajmniej tak się na razie wydaje.
- Chcesz
coś do zjedzenia? – zapytał, idąc chyba do kuchni.
- Tak. –
powiedziałam i podążyłam za nim. Miałam rację szedł do kuchni.
- Kanapki?
– kiwnęłam głową tym razem na „tak”. – Siadaj. – pokazał na stół wokół którego
były cztery krzesła. Usiadłam. Po jakiś 5 minutach ciszy, postanowił pod moim
nosem pare kanapek.
- Dziękuję.
– uśmiechnęłam się. Sasuke zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-
Smacznego. – rzekł i zabrał się do jedzenia.
-
Smacznego. – odrzekłam i również zabrałam się do jedzenia.
Po
skończonym posiłku pomogłam Sasuke pozmywać naczynia.
- Zaraz
wracam. – rzekł i zniknął w głębi domu. Zmęczona usiadłam na krześle i
czekałam, aż czarnowłosy wróci. – Masz. – rzucił we mnie czymś.
- Co to? –
zapytałam, biorąc do ręki ową rzecz. Okazała się to być czarna bluzka.
- Bluzka,
żebyś miała w czym spac. – racja. Przecież nie mam żadnych ciuchów.
- Dziękuję.
– uśmiechnęłam się. – Gdzie jest łazienka?
- Obok
pokoju.
- Okej. –
powiedziałam i wstałam, łapiąc się za brzuch. Skierowałam się tak jak wcześniej
Sasuke w głąb. Kiedy znalazłam pokój skierowałam się do łazienki. Kiedy do
niego weszłam wykonałam wszystkie czynności, by potem móc założyć na siebie
bluzke od bruneta. Była krótka, bo nie zakrywała mi nawet dupy, ale co się dziwić
to przez mój brzuch. Pachniała jakimiś męskimi perfumami. Pewnie Sasuke. Wyszłam
z niej i skierowałam się z powrotem do kuchni. Kiedy weszłam czarne tęczówki
przypatrywały mi się.
- Trochę
krótka.
- Racja.
- To teraz
ja ide skorzystać z łazienki. – powiedział i wyszedł. Westchnęłam i usiadłam.
Nie czekałam na niego zbyt długo. Może jakieś 2 minuty.
- Idziemy spać?
– zapytał, spoglądając na zegarek. Spojrzałam na niego. Wskazywał 23:30. W
ogóle nie czułam się zmęczona.
- Tak. –
odpowiedziałam, kiedy powtórzył pytanie.
- Śpisz
tutaj. – pokazał na łóżko w swoim pokoju. – A ja na kanapie w salonie.
- Okej.
- Dobranoc.
– uśmiechnął się i poszedł do salonu.
- Dobranoc.
Przez
następne dni, tygodnie zbliżyliśmy się do siebie i to bardzo. Staliśmy się
przyjaciółmi. Ufaliśmy sobie i mówiliśmy sobie o wszystkim. Wreszcie nadszedł
ten dzień. Dzień narodzin naszej córeczki – Ayumi.
- Z czym
chcesz naleśniki? – zapytał Sasuke, smażąc na patelni ciasto.
- Z dżemem.
– odpowiedziałam.
- Już się
robi.
- Sasuke… -
zaczęłam po chwili.
- Co jest?
– zapytał nie odwracając wzroku od patelni.
- Odeszły
mi wody. – poinformowałam go. – Ja rodzę. – powiedziałam głośniej. Spojrzał na
mnie, poczym wyłączył kuchenke, a patelnie odłożył do zlewu.
- Poczekaj,
pójde po torbe. – powiedział szybko i zniknął w głębi domu. – Chodź. – wziął
mnie pod pache i pomógł wyjść z domu, a potem z bloku. Weszliśmy do samochodu i
pojechaliśmy w stronę szpitala.
- Zaraz
będziemy. – powiedział, przyśpieszając. Jeknęłam z bólu. Zamknęłam oczy i
starałam się nie myślec o bólu. – Ktoś może nam pomóc?! Ona rodzi! – krzyknął
Sasuke. Otworzyłam szybko oczy i zobaczyłam, że jesteśmy już pod szpitalem, a
Sasuke prosi o coś chyba pielęgniarza. – Chodź, kochanie. – powiedział i pomógł
mi wysiąść.
- Niech
pani się położy. – powiedział jeden z pielęgniarzy, pokazując na łóżko.
Zrobiłam to co kazał.
- Ała! –
jęknęłam. Ktoś złapał mnie za dłoń. Spojrzałam tam. Był to Sasuke. Uśmiechnęłam
się blado, a po chwili znów jeknęłam.
Przed
oczami zrobiło mi się ciemno. Zemdlałam.
- Proszę
pani! Proszę pani!
- Sakura
obudź się. – otworzyłam oczy.
- Niech
pani robi to co każe. – powiedział jakiś męski głos. Skinęłam lekko głową. –
Niech pani pcha. – zrobiłam to. – Mocniej. – „Mocniej już nie mogę” pomyślałam.
Po kliku
minutach pchania usłyszałam płacz dziecka.
- Udało
się. – powiedział ten sam głos, który kazał mi pchać.
-
Nareszcie. – szepnęłam i znowu zemdlałam.
Otworzyłam
oczy i światło mnie poraziło. Zamrugałam kilka razy, aby się przyzwyczaić.
- Obudziłaś
się. – powiedział mi tak dobrze znany głos.
- Sasuke. –
uśmiechnęłam się. – A co z Ayumi?
- Jest
zdrowa i taka śliczna jak jej mamusia.
- I pewnie
jak jej tatuś. – ścisnęłam jego dłoń. – Kiedy będę mogła ją zobaczyć?
- Nawet
teraz. – powiedział, wstając. I podszedł do łóżeczka. Wyciągnął z niego pewnie
Ayumi. Wrócił do mnie i dał mi ją na ręce. Wzięłam ją, ale uważając, żeby jej
czegoś nie zrobić. Przyjrzałam się jej. Miała czarne włosy tak jak Sasuke i
zielone oczy tak jak ja. Rysy odziedziczyła ode mnie.
-
Prześliczna. – skomentowałam.
- Wiem. –
powiedział i znienacka pocałował mnie czule w usta. – Kocham cię.
- Ja ciebie
też. – uśmiechnęłam się.
****************************************************************************
Przepraszam za jakiekolwiek błędy i za to, że to wszystko się tak szybko dzieje, ale no cóż już bardzo długo pisze tą jednopartówkę, więc chciałam już ją skończyc.
Pozdrawiam. <3
fantastyczna partówka :) czekam na nn :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń